Forum Republiki Bialeńskiej

Pełna wersja: Półeczka (różne inne, ciekawe rzeczy)
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Próbna konstytucja Atamanatu Jahołdajewszczyzny (27 września 2015):
Cytat:KONSTYTUCJA ATAMANATU JAHOŁDAJEWSZCZYZNY

z dnia XX października 2015 r.

Atamanat Jahołdajewszczyzny jest autonomiczną republiką ludowej demokracji, opartej o zasady socjalizmu dhammicznego. Atamanat jest gwarantem zachowania kultury i tradycji jahołdzkiego Ludu zamieszkujących Góry Orle na wyspie Bialenia.
Lud Atamanatu Jahołdajewszczyzny powierza władzę absolutną Wiecznemu Atamanowi, Mircae Caransebeș wierząc, że będzie sprawował władzę uczciwie, moralnie i odżegna się od zastosowania przemocy wobec bliźnich. Jego największym zadaniem będzie wyeliminowanie egoizmu społecznego, materializmu, konflikt klasowego i rewanżyzmu. Duma naszym orężem!

ROZDZIAŁ I
Atamanat Jahołdajewszczyzny

Artykuł 1
1. Konstytucja Atamanatu Jahołdajewszczyzny jest najwyższym aktem normatywnym i gwarantem praw na obszarze Atamanatu, obok Konstytucji Republiki Bialeńskiej.
2. Atamanat Jahołdajewszczyzny działa na zasadzie niezależnej autonomii wchodzącej w skład Republiki Bialeńskiej jako państwo socjalistyczno-dhammiczne i reprezentuje interesy wszystkich mieszkańców i obywateli Atamanatu.
3. Atamanat Jahołdajewszczyzny jest państwem socjalizmu dhammicznego, który odziedziczył tradycje ustanowienie w walce rewolucyjnej chwały przeciwko imperialistycznym agresorom w celu osiągnięcia wyzwolenia ojczyzny, wolności i szczęścia Ludu.

Rozdział II
Polityka

Artykuł 2
1. Ludem pracującym Atamanatu Jahołdajewszczyzny są robotnicy, chłopi, żołnierze oraz inteligencja, którzy sprawują władzę za pośrednictwem swoich przedstawicieli w Madżlisie.
2. Wszystkie organy w Atamanacie Jahołdajewszczyzny działają na zasadzie centralizmu demokratycznego.
3. Organy władzy na szczeblu, od samorządów, po Madżlis są wybierane we wyborach powszechnych, równych i bezpośrednio w głosowaniu tajnym.
4. Deputowani do organów władzy mają obowiązek ponosić odpowiedzialność za swoją pracę, a wyborcy mogą zwykłą większością głosów odwołać posłów w przypadku deficytu zaufania.
5. System społeczny w Atamanacie Jahołdajewszczyzny jest system skoncentrowanym na ludziach, u którego podstaw leżą osoby pracujące. Państwo broni i chroni interesy robotników, chłopów, żołnierzy, intelektualistów i wszystkich osób, które zostały uwolnione od wyzysku i ucisku.
6. Atamanat Jahołdajewszczyzny będzie dążyć do pełnego zwycięstwa socjocentryzmu narodowego w Republice Bialeńskiej poprzez wzmocnienie władzy ludowej i efektywnie wykonując trzy rewolucje: ideologiczną, techniczną i kulturalną, aż do zjednoczenia kraju na zasadzie niezależności, pokoju i dumy.
7. Atamanat Jahołdajewszczyzny opiera się na polityczno-ideologicznej jedności wszystkich ludzi, opartych na sojuszu robotniczo-chłopsko-militarno-intelektualistycznym. Państwo ma zrewolucjonizować wszystkich członków społeczeństwa, i przyswoić ich do klasy socjocentrycznej poprzez intensyfikację rewolucji ideologicznej oraz obrócić cały naród ku kolektywowi.
8. Wszystkie działania są wykonywane pod przewodnictwem Atamana.
9. Państwo powinno stosować się do głosu społeczeństwa, poprzez wzmocnienie dyktatury demokracji ludowej i bronić władzy ludowej, i systemu socjocentrycznego, przez likwidację wszystkich wywrotowych aktów wrogich elementów w kraju i za granicą.
10. Jahołdajewszczyzna realizuje linię wymieszania społeczeństwa, aby znaleźć rozwiązanie problemów oraz wzmocnić dyktaturę demokracji ludowej i system socjalistyczny przed wrogami rewolucji w kraju i za granicą.

Rozdział III
Podział władzy

Artykuł 3
1. Władza ustawodawcza należy do Madżlisu Jahołdajewszczyzny, który wyraża ją poprzez ustawy. Warunkiem obowiązywania ustaw jest ich zgodność z Konstytucją Atamantu Jahołdajewszczyzny oraz Konstytucją Republiki Bialeńskiej, którą stwierdza Ataman po zatwierdzeniu zgodności przez Sąd Republiki Bialeńskiej.
2. Władza wykonawcza należy do Atamana, który wyraża ją poprzez dekrety. Warunkiem obowiązywania dekretów jest ich zgodność z Konstytucją Atamantu Jahołdajewszczyzny, Konstytucją Republiki Bialeńskiej oraz ustawami Madżlisu Jahołdajewszczyzny, którą stwierdza Madżlis po zatwierdzeniu zgodności przez Sąd Republiki Bialeńskiej.
3. Władza sądownicza należy do Sądu Republiki Bialeńskiej.
4. Skutki wszystkich działań podjętych na podstawie aktów prawnych prawnych, które zostały uznane za sprzeczne z Konstytucją Atamanatu Jahołdajewszczyzny i/lub Konstytucją Republiki Bialeńskiej, są uznawane za nieważne.

Akt odnowy Cesarstwa Victów (28 listopada 2014 - leciutko poprawiona pisownia):
Cytat:Akt odnowy Cesarstwa Victów

Lud Cesarstwa oświadcza ,że składa najwyższą władze w ręce konsulów papieży Flawiusza I i Justyniana I oraz wyraża im podziękowanie za pełne trudów sprawowanie urzędu w służbie dla ojczyzny.

Rozdział I
Cesarstwo Victów

Artykuł 1.
1. Akt odnowy Cesarstwa Victów jest najwyższym aktem normatywnym i gwarantem praw.
2. Niniejszym ustala się nazwę naszego państwa jako Cesarstwo Victów.
3. Ustrój panujący w Cesarstwie jest Republika.

Artykuł 2.
1. Stolicą Cesarstwa jest miasto Ramsar.
2. Walutą Cesarstwa jest korona (1 korona = 100 hrotgarów)
3. Symbole Cesarstwa określa stosowna ustawa.
4. Językiem urzędowym jest język polski, a pomocniczym łacina.

Artykuł 3.
1. Ustrój Cesarstwa opiera się na podziale władzy ustawodawczo-wykonawczej oraz sądowniczej.
2. W skład władzy Cesarstwa wchodzą:
a) Senat Cesarstwa
b) Dwoje konsulów papieży
c) Pre(da)torzy

Artykuł 4.
Źródłem praw są: Niniejszy akt, Edykty, Mandaty, Dekrety, Reskrypty oraz Ustawy Senatu Cesarstwa, Umowy między narodowe oraz akta praw miejscowych.

Rozdział II
Prawa i wolności

Artykuł 5.
1. Cesarstwo gwarantuje swoim obywatelom wolności i prawa.
2. Państwo czuwa nad bezpieczeństwem obywateli oraz przestrzeganiem praw przez Nich w granicach i poza granicami Cesarstwa.

Artykuł 6.
1. Obywatel ma prawo do:
a) Wolności poglądów
b) Wolności religijnej
c) Zakładania rodziny
d) Opieki medycznej
e) Opieki sanitarnej
f) Bezpieczeństwa
g) Posiadania
g) Decydowania o miejscu swego pobytu
h) Decydowania o swym leczeniu
i) Życia
j) Nauki i czerpania zysków z jej rozwoju
k) Równości
l) Zarabiania pieniędzy.
2. Wszelkie prawa mogą zostać odebrane jedynie przez Pre(da)torów za ciężkie złamanie prawa.

Rozdział III
Konsulowie Papieże.

Artykuł 7.
1. Konsul Papież to dziedziczna głowa państwa.
2. W Cesarstwie zasiada dwóch konsulów papieży.
3. Konsulowie Papieże kreują polityką wewnętrzną i zewnętrzną Cesarstwa.
4. Konsulowie Papieże posiadają immunitet; Nie mogą zostać postawieni w stan oskarżenia oraz odsunięci od władzy.

Artykuł 8.
1. Konsul Papież:
a) Jest zwierzchnikiem Cesarskich Sił Zbrojnych
b) Zawiera umowy międzynarodowe i je zrywa
c) Nadaje odznaczenia państwowe i jest kawalerem wszystkich odznaczeń ex officio
d) Nadaje obywatelstwo i na wniosek obywatela je odbiera
e) Nobilituje i nadaje urzędy.
f) Podpisuje i wetuje ustawy
g) Wprowadza stan wojenny i wyjątkowy
h) Wydaje Edykty, Mandaty, Dekrety, Reskrypty
i) Powołuje i odwołuje Cenzora
j) Jest najwyższym suwerenem Cesarstwa.
2. Konsul Papież traci urząd urząd wskutek:
a) Śmierci
b) Abdykacji
c) Niepojawienia się w Cesarstwie przez miesiąc bez ustanowienia zastępcy
3. Konsulowie Papieże podejmują decyzję jednomyślnie.

Artykuł 9.
Konsul jest niezależny oraz socjocentryczny.


Artykuł 10.
Pod zwierzchnictwem konsulów znajdują się następujące urzędy i instytucje. Są to urzędy Cesarskie:
a) Cenzor
b) Senat
c) Pre(da)torzy
d) Armia Cesarstwa

Rodział IV
Cenzor

Artykuł 11
1. Cenzor jest powoływany przez Konsulów na dożywotnią kadencję.
2. Zadaniem Cenzora jest:
a) Ustalanie liczby senatorów
b) Prowadzenie spisów powszechnych oraz majątkowych
c) Czuwanie nad moralnością

Artykuł 12.
1. Cenzor jest przewodniczącym Komicji Kontroli.
2. Komicja Kontroli odpowiedzialna jest za kontrole:
a) Urzędów Cesarskich
b) Wydatków budżetowych
c) Urzędów lokalnych
d) Zgodności aktów prawnych
e) Pełni role prokuratury
3. Szczegółowe działanie Komicji Kontroli określa ustawa.

Rozdział V
Senat

Artykuł 13.
1. W skład Senatu wchodzą obywatele, którzy znaleźli się na liście Senatorów przygotowanej przez Cenzora.
2. Kadencja Senatora trwa 2 miesiące.
3. Warunki wpisania na listę Senatorów określa Rozporządzenie Konsulów Papieży.

Artykuł 14.
1. Senatowi przewodniczą Konsulowie Papieże.
2. W razie nieobecności konsulów Papieży funkcję przewodniczącego przejmuje Cenzor.
3. Szczegółowe działanie Senatu określa ustawa.


Rozdział VI
Pre(da)torzy

Artykuł 15.
1. Pre(da)torzy zajmują się sprawami karnymi i cywilnymi.
2. Pre(da)torzy wydają wyroki w imieniu Konsulów.
3. Pre(da)torzy wydają wyrok zgodnie z literą prawa.
3a. Nie uznaje się precedensów.

Artykuł 16.
Organem apelacyjnym od wyroków Pre(da)torów są Konsulowie Papieże.

Artykuł 17.
1. Pre(da)torzy są niezależni, nienawistni i absolutnie apolityczni.
2. Pre(da)torzy opierają swe wyroki na podstawie rzymskich paremii prawniczych.

Rozdział VII
Armia Cesarstwa

Artykuł 18.
1. Armia Cesarstwa ma za zadanie chronić obywateli i granic Cesarstwa.
2. Armia Cesarstwa jest uniezależniona od obecnej sytuacji politycznej w kraju.
3. Szczegółowe działanie Armii Cesarstwa określa ustawa.

Rozdział VIII
Podział Terytorialny

Artykuł 19.
1. Cesarstwo jest państwem jednolitym.
2. Ustrój Terytorialny ma typ scentralizowany.

Artykuł 20.
1. Cesarstwo dzieli się na Prefektury.
2. Wprowadza się następujący podział terytorialny:
a) Prefektura Północna
b) Prefektura Centralna
c) Prefektura Karpacka
d) Prefektura Mikronalezyjska

Artykuł 21.
1. Na czele Prefektury stoi Prefekt.
2. Kadencja prefekta jest dożywotnia.

Artykuł 22.
Prefektury podlęgają pod prawo centralne.

Rozdział IX
Stany wyjątkowe

Artykuł 23.
1. Stan wojenny to stan zaatakowania Cesarstwa przez państwo trzecie.
2. W czasie stanu wojennego zawieszony zostaje Akt Odnowy Cesarstwa Victów, a pełnie władzy zatrzymują konsule.
3. Stan Wojenny trwa do chwili zawarcia pokoju.

Artykuł 24.
1. Stan wyjątkowy to stan:
a) Klęski żywiołowej
b) Kryzysu rządowego lub finansowego
c) Kryzysu demograficznego
d) Innych wyjątkowych sytuacji

Rozdział X
Postanowienia końcowe

Artykuł 25
1. Zapisy Aktu Odnowy Cesarstwa Victów należy rozumieć dosłownie.
2. Zapisom Aktu podlega każdy obywatel i przebywający na terenie Cesarstwa Victów.

Artykuł 26
Prawo nigdy nie działa wstecz, chyba, że taka jest wola Konsulów Papieży.

Artykuł 27
Zmian w Akcie może dokonać tylko Senat, ale tylko gdy frekwencja wynosi 100% z poparciem większości i aprobatą Konsulów Papieży.

Artykuł 28
Akt odnowy Cesarstwa Victów wchodzi w życie z chwilą ogłoszenia.

Reportaż Immanuela (6 listopada 2015):
Cytat:Tydzień w Jahołdajewszczyźnie.
Tydzień w definicji jahołdzkiej.

Dzień I

Przybywam na dworzec kolejowy w Kaszgarze. Wysiadając z pociągu czeka mnie kontrola paszportów zarządzona przez władze. Posłusznie oczekuje kilka godzin na dworcu, niecierpliwiąc się okropnie. Po prawej stronie, pomiędzy kolumnami i płaskorzeźbami przedstawiającymi exodus jahołdzki, opisany w świętych księgach, leżą lub stoją, najczęściej podpierając się laską, żebracy. Nie tylko starcy, ale również młodzi mężczyźni, matki lub wręcz same dzieci. Co drugi kaszle, pluje flegmą na posadzkę. Obok mnie czekają dygnitarze, członkowie Madżlisu wracający zapewne z wakacji w Pryncypacie, odruchowo odwracający głowę od nędzarzy, biegnący wręcz w stronę wyjścia. To oni jednak zostali obsłużeni pierwsi, później członkowie lokalnych komun i wreszcie lud jahołdzki. Ludzie w Jahołdajewszczyźnie oszczędzają pół życia na wakacje marzeń, najczęściej do wiosek pod Numbres. Do mnie celnicy podeszli ostatni, głównie dlatego, że zagraniczny dziennikarz mieści się w kategorii pomiędzy bumelantem, a wrogiem ludu.
Idąc w kierunku wyjścia, po kontroli zatrzymuje mnie lokalny działacz samorządowy. Ubrany w garnitur, co najdziwniejsze, z jeszcze nieodklejoną naklejką informującą, iż marynarka jest sygnowana “Apfelbaumowskim znakiem jakości”.
Towarzyszu korespondencie, czemuście przyjechali do Jahołdy? U nas wszystko w porządku, kraj bogaty, Madżlis sprawiedliwy. Co chcieć więcej?
Przyjechałem na osobistą prośbę Gestapo Ortograficznego. Poza tym, ja jedynie chcę napisać o życiu w Jahołdii. Nikt nie mówi, że żyje się źle, a głodni ludzie chodzą po ulicach.
Towarzysz korespondent skąd pochodzi?
Z Nadoceanicznego, panie Seryku.
Anachroniczne określenia, towarzyszu korespodencie. Pan człowiek starej daty, że używa nazw regionów sprzed lat?
Słyszałem jedynie, że w Jahołdzie nadal używa się tego określenia.
Źle towarzysz słyszał. Nie czytajcie więcej takich wywrotowych pism, że myślą, że w Jahołdzie postępu nie ma. Mam nadzieję, że nie będzie szkalować Ojczyzny, inaczej stracę do towarzysza zaufanie.
Czym właściwie pan się zajmuje?
Jestem szefem odbudowy rejonu Bałdaraszu. Niech towarzysz korespodent nie myśli, że ja jestem jakiś wioskowy dziadyga z Partii. Bałdarasz będzie ponownie podstawą naszego wielkiego państwa, nie będzie się równał z Szimoten czy innym Iszeńskiem, tylko z Dolnogradem!
Dolnograd jest obecnie miasteczkiem pełnym najróżniejszych szumowin. Stolicą Republiki jest Wolnograd, pragnę nadmienić.
Niech towarzysz mi nie uwłacza! Jestem porządnym, oczytanym człowiekiem socjalizmu, portret Conducatora w domu mam, a to już o czymś świadczy.
O niczym nie świadczy, drogi panie.
Mój asystent szepcze do mnie, żebym nie rozmawiał z nim za mocno. Rzeczywiście, był już starym wyjadaczem, wyglądał dla mnie na sześćdziesiąt lat, a przy jahołdzkiej długości życia był szanowanym i poważanym starcem. Zgodnie z lokalną tradycją - im dłuższą miał stary człowiek brodę, tym był bardziej poważany, a ten właśnie Seryk na takiego człowieka wyglądał.
- Koniec z tym śmieszkowaniem, towarzyszu korespodencie. Obraził mnie towarzysz, a obraza jednego towarzysza to obraza całego kolektywu - narodu. Tym razem odpuszczę towarzyszowi, ale ani mi się ważcie zrobić coś takiego jeszcze raz. Degrengolady nie będzie mi szerzyć u jahołdzkiego ludu!
Komisarz regionu Bałdaraszu idzie w stronę dzielnicy rządowej. Z teczki wystaje mu dokument, na którym napisane było “Jahodie Securitate”. Miałem doczynienia z funkcjonariuszem jahołdzkiej odmiany tajnej policji. Można było się tego prędzej, czy później spodziewać, lecz zdumiewające było to, że powitał mnie od razu, po przejściu kontroli celnej. W międzyczasie, nagle i niespodziewanie znika mój asystent. Tego się spodziewałem.
Nie mogłem jednakże iść dalej. Przed wyjściem powstrzymał mnie milicjant mówiąc:
A dokąd to się towarzysz wybiera bez eskorty?
Towarzyszu milicjancie, jestem na osobiste zaproszenie prezesa policji Kamińskiego. Słyszałem, że milicja jahołdzka podlega Gestapu Ortograficznemu.
Co prawda rewolucja odniosła zwycięstwo, ale burżuazyjne organizacje wciąż wysyłają do nas szpiegów. Kto wie - być może chcą pana zabić, żeby potem pisać, jaki to jest zamknięty i niebezpieczny kraj? A co do podległości wobec Gestapa, to jesteśmy o wiele bardziej autonomiczni, niż towarzysz myśli. Tego wymaga rewolucja.
Myślę, że podróż do dzielnicy rządowej nie będzie taka straszna, zwłaszcza w sam środek dnia.
A skąd towarzysz to wie? Może sami jesteście szpiegiem?
Skądże! Jestem Lahazydem od pokoleń!
To jest tylko kolejnym powodem do przydzielenia panu ochrony. - Po tych słowach podeszło do mnie dwóch innych milicjantów.
Nie miałem wyboru i musiałem zaakceptować propozycję “ochrony”. Mlicjanci udali się ze mną do “apartamentu”, który mi przydzielono. Ulice jahołdzkie były szare i brudne, a powietrze tak zanieczyszczone, że ciężko było oddychać. Nie widać było ani jednego ptaka, ani nawet źdźbła trawy. Gdyby nie fakt, iż “opiekujący” się mną funkcjonariusze zatrzymywali samochody, przejście przez jezdnię graniczyłoby z cudem. Wśród mieszkańców panuje powszechne przekonanie, że najgroźniejszym zwierzęciem w okolicy jest “Góral w SMW” Widziałem nawet kilka rozjechanych dzieci przed szkołą, obok której chodziliśmy. Nic dziwnego, że ludzie żyją tu krótko.
Moje mieszkanie składało się z jednego pomieszczenia, w którym były: łóżko, krzesło i biurko. Łazienka znajdowała się na parterze, na który nie można było mi wchodzić bez pokutnego wora, gdyż “demoralizowałbym lud jahołdzki”. Widok z małego okna wychodził na zewnętrzną stronę ulicy. W zamian za to na ścianie przy której stało biurko był powieszony wielki ekran, żywcem wyjęty z brodyjskiego telewizor “Diament” produkowanego za syndykalistów, którego nie dało się wyłączyć. Pokazywał on szczęśliwych ludzi, żyjących w bogatych miastach, a z jego głośników leciały dane statystyczne mówiące o rzekomym wykonaniu planu pięcioletniego w ciągu roku. Oczywiście, dane były przedstawiane z na tyle dużym akcentem jahołdzkim, że prawie nie dało się ich zrozumieć. Po wejściu wstałem, żeby zamknąć drzwi, ale okazało się, że ich nie ma. Nad łóżkiem wisiał wielki obraz towarzysza Kamienia - zwycięzcy spod Bałdaraszu.

A co takiego chce towarzysz korespodent robić, że potrzebuje imperialistycznych wrót, jak do pałacu? - zapytał mnie milicjant, udzielając jednocześnie odpowiedzi na pytanie o drzwi - To jest jawne marnotrawstwo materiałów budowlanych.
Przecież kilkadziesiąt kilometrów stąd mamy niechroniony kawał Puszczy Wolnogradzkiej, za licencją można uzyskać tam wycinkę i problemu nie stanowią drzwi. Będąc w Sclavinii, widywałem drzwi z betonu.
No właśnie! Imperialiści nie chcą nam dać licencji na wycinkę! Poza tym, to niehumanitarne wycinać drzewa, następne pokolenia mogą ich potrzebować do planów pięcioletnich. Wspomniał towarzysz korespodent, że był w tej Sklawi…, nie ważne.
Formalnie są to wrogowie imperialistów zawarci w imperialiźmie. Tytułują siebie odolanistami, zwitarystami… - milicjant przerwał mi w pół zdania.
To świetnie! Złożę raport, niech nasi towarzysze nawiążą z nimi stosunki gospodarcze i polityczne!
Przejdźmy do rzeczy, panie milicjancie… - ponownie przerwał mi milicjant
Ja jestem chamem, panem to jest pan! Taki cytat z filmu o towarzyszu Kamieniu, wie towarzysz korespodent. Pierwszym punktem naszej wycieczki będzie Madżlis imienia Drogiego i Kochanego Lidera o Wielu Imionach. Oczywiście nazwę skróciłem do najmniejszej dopuszczalnej, towarzyszu. Uznałem, iż imperialiści nie spamiętają, mimo wszystko, tak ważnych słów. Jutro rano wyruszamy.
Spojrzałem za okno. Widok rzeczywiście był niesamowity w swej dziwaczności. Obok hotelu zbudowanego w klasycznym brutaliźmie można było dostrzec przez smog, który też był pewnie działaniem propagandowym, małe chatki-lepianki, zbudowane z blachy, kilku worków piachu, ziemi i gałęzi. Po krótkiej lekturze dostarczonych mi “Dzieł zebranych” towarzysza Kamienia, runąłem w wygodne inaczej łóżko. Bardziej przypominało ono prycz więzienną, niż łóżko w prestiżowym hotelu. Według jahołdzkiej skali, hotel “Rewolucja” w którym nocowałem, miał osiem gwiazdek.

Dzień II

W rzeczywistości Madżlis okazał się zlepkiem wielkiej płyty, blachy i był wcześniej domem uciech. Tyle udało mi się zasłyszeć od przechodniów. W przeciwieństwie do ostatniego razu, milicjanci poszli ze mną do Madżlisu bez worka pokutnego. Przed wejściem powitał mnie ubrany w czarny garnitur z nieodpiętą naklejką “made in Wolnograd” funkcjonariusz partyjny.

Witajcie w wielkim przybytku chwały i rewolucji! - powitał mnie entuzjastycznie. Jakby na zaprzeczenie tych słów zaraz potem tuż obok mnie spadł kawałek ściany. - Nie przejmujcie się tym, to wina tych całych Micronatti, którzy kontrolują wiatr - w absurdalny sposób wyjaśnił przyczyny zajścia. Następnie obrócił się, pokazując mi wielką łatę zrobioną prawdopodobnie ze szmat i odsłaniając przejście, w których o dziwo były drzwi. Może i prawie wyłamane oraz zrobione z zardzewiałej klapy bagażnika jakiegoś biodryjskiego samochodu ( wciąż widniała na nich tablica rejestracyjna ), ale jednak. Niestety, gdy tylko przewodnik spróbował pociągnąć za “klamkę” prawdopodobnie jedyne drzwi w Jahołdzie wypadły z “zawiasów”, którymi były przeżute gumy balonowe.

W końcu weszliśmy do środka. W centrum dużej, betonowej hali znajdowała się góra popiołu. Wszystkie ściany były obwieszone wielkimi portretami towarzysza Kamienia. Zanim przewodnik zdążył cokolwiek mi opowiedzieć, podszedł do nas, na oko, ośmioletni chłopiec i powiedział:

Towarzyszu! - zasalutował - melduję, iż pomimo naszych wysiłków ognisko doszczętnie spaliło nasze dzieła sztuki, przez co gość nie może zobaczyć czterech największych portretów chwalebnego towarzysza Kamienia na świecie w ich pełnej okazałości!
Milicjancie, wiecie co robić - przewodnik powiedział do jednego ze strażników koło mnie. Podszedł on do płaczącego chłopca i obaj udali się na zaplecze. W międzyczasie my, razem z oprowadzającym i drugim milicjantem wyszliśmy obiektu. Gdy znaleźliśmy się za drzwiami, usłyszeliśmy strzał. Po chwili powrócił do nas pierwszy milicjant:
Melduję sukces w eliminacji wroga ludu! - zasalutował.
Cóż ten chłopiec zrobił? - wiedziałem pytając, jaką otrzymam odpowiedź, ale chciałem się upewnić.
Towarzyszu korespodencie, to był dyletant, chuligan, zbrodniarz i sabotażysta. Widziałem na własne oczy, jak niszczył nasze dzieła architektury oraz gdy uciekał ze szkoły. Nie powinno to towarzysza korespodenta interesować.

Pierwsze piętra Madżlisu rzeczywiście przypominały sześcian zbudowany z wielkiej płyty, jednak gdy wchodziliśmy wraz z milicjantami na wyższe piętra, gdzie znajdowały się odpowiednio - sala posiedzień, sale komisji, biura urzędników i na najwyższym (tak by się zdawało) piętrze siedziba generalnego sekretarza kantonu. Jednak na dachu sześcianu z wielkiej płyty znajdowały się domy, o ile można to tak nazwać, z blachy. Najwyraźniej milicjanci nie zauważyli tego faktu i mimo wszystko weszliśmy na dach aby podziwiać zasnuty w dymie Kaszgar.

I co towarzyszu, podoba się towarzyszowi panorama naszego pięknego miasta, nasze piękne i jahołdzkie góry?
Nic nie widzę, wydaję mi się, że mamy dotyczenia z pewnego rodzaju mgłą.
Spodziewałem się tego! - zakrzyknął na cały głos.
Mianowicie?
To wszystko wina tych parszywych imperialistycznych świń z Wandystanu! To oni zasnuwają smogiem nasze piękne miasta!

Nie miałem więcej pytań do milicjanta. Poprosiłem go, żebyśmy zwiedzili lokalny targ i być może udali się do teatru.

Chcecie zwiedzić świadectwa chwalebnego rozwoju naszej gospodarki i kultury? - powiedział parząc się w moje oczy - To wspaniale! Dzięki temu cały postępowy Świat będzie mógł należycie ocenić skutki chwalebnych rządów reducenta długu narodowego! - Uśmiechnął się.
Kim jest ów reducent? - zapytałem, nie było czasu, aby przejmować się szczegółami takimi jak poprawność gramatyczna.
To towarzysz nie zna na pamięć wszystkich 9257 tytułów towarzysza Kamienia, których wymiana trwa aż godzinę, co jest jednym z największych dokonań chwalebnej rewolucji? - Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
Przepraszam, moja chwilowa demencja została spowodowana przez czarna dziurę, która właśnie została stworzona przez bialeńską agencję kosmiczną!
Uff, już się o was bałem! Dzieci w szkole nie robią nic innego po za liczeniem do trzech i nauką wszystkich tytułów wielkiego towarzysza stawiającego wspaniałe pomniki!

Po tej rozmowie wyszliśmy z Madżilisu. Po drodze milicjant wymieniał osiągnięcia towarzysza Kamienia. Były to na przykład: zwalczenie zanieczyszczenia środowiska zapewnienie Jahołdom prywatności i utrzymywanie bezpieczeństwa na drogach. Co z tego, że blisko 150 lat temu w Jahołdzie nie było dróg.

Pozwólcie, że najpierw udamy się do teatru. Za chwilę będą wystawiać tam najwybitniejsze dzieło sztuki na Świecie - “Odę do Głosu” samego towarzysza Kamienia! - powiedział milicjant

Nie okazałem sprzeciwu. Po drodze nie musieliśmy czekać na przejściach, gdyż moi opiekunowie strzelali w szyby samochodów, które się nie zatrzymały. Kilka razy uderzyły one w budynki. Według milicjantów nie było to nic dziwnego - sprawdzano w ten sposób wytrzymałość budynków, a ci, którzy ginęli w owych wypadkach byli tak naprawdę klonami wyprodukowanymi przez Hasselandzkich szalonych naukowców.

W końcu stanęliśmy przed “budynkiem”, który był zaśmieconą działką ogrodzoną żelaznym płotem.

Ten obiekt to największe, oczywiście poza Madżilisem, osiągnięcie naszej architektury. - Pokazał ręką na napis teatr. - Jest tak piękny, że oczy zwykłego śmiertelnika widzą jedynie płot wokół niego.

Nagle odpadł napis “Teatr” odkrywając tabliczkę “Wysypisko śmieci”. Przeskoczyliśmy płot i przeszliśmy kilka metrów. Następnie obeszliśmy dookoła ścian, które były niewidoczne, by usiąść na jednym z niewielu miejsc, na których nie było metalowych puszek i innych odpadów. Po kilku chwilach na scenę wyszedł ubrany w białą koszulę z krótkim rękawem młodzieniec:

Zanim wysłuchają państwo dzieła towarzysza Kamienia, które jest tak wspaniałe, iż nie piszemy, ani nie wystawiamy już żadnych innych, pozwolimy sobie poinformować, iż nasze przedstawienia są - w przeciwieństwie do tego, co istnieje w państwach kapitalistycznych całkowicie darmowe! - Przewrócił kartkę.

Słuchajcie wszyscy mego głosu!
Albowiem jest on wspaniały!

Ja wraz z milicjantami byliśmy jedynymi siedzącymi na spektaklu. W trakcie sztuki zapytałem się jednego z milicjantów czemu tak jest - odpowiedzieli, że reszta ludzi siedzi w lożach honorowych, którymi okazały się być ławki za płotami które ogradzały “teatr” od reszty miasta. Co ciekawe, za plecami ludu pracującego stało parunastu żołdaków. Gdy zakończył się spektakl, który polegał mniej-więcej na powtarzaniu jednej zwrotki przez blisko dwie godziny, wyruszyliśmy do ostatniego punktu naszej “wycieczki” - spotkania z Gestapo. Podróż na piechotę zajęła około dwie godziny, podczas których przedzieraliśmy się przez slumsy Kaszgaru. Gdy wreszcie dotarliśmy pod neoklasycystyczny budynek, który był jako jedyny w całym mieście modernizowany termicznie, najprawdopodobniej okładano go wykładziną zdjętą ze wszystkich jahołdzkich szkół w Kaszgarze i okolicach. W okolicy jednak była tylko jedna szkoła.

Przed wami stary, rozpadający się gmach Policji Krajowej i Służby Bezpieczeństwa Kochanego Wodza. Widać, że był zbudowany za imperialistów z Wandystanu. - powiedział milicjant
Wandystan jest… - przerwał mi w pół słowa
Okropnym i okrutnym dla człowieka krajem, do tego imperialistycznym i szabrowniczym! Ma towarzysz korespodent rację! - zrobił przerwę - Macie się spotkać z towarzyszem Kamińskim, to musicie pójść do okienka A3/B w sektorze D, na piętrze trzecim.
Dobrze… towarzyszu...
Kamień się nazywam, na cześć Wielkiego Wodza!
Dobrze, towarzyszu Kamień.

Po wejściu do siedziby policji nic nie wydawało się straszne - był plan budynku, znajdujący się na podłodze, wylany z czystego betonu. Gdy tylko wszedłem na piętro trzecie, w sektor D, okazało się, że okienko zostało zamknięte. Zapytałem się w informacji sektoru D, gdzie zostało przeniesione. Okazało się, że za przeniesienia odpowiada sektor B i E. Pielgrzymowałem od informacji do informacji na każdym piętrze danego sektoru i ostatecznie dowiedziałem się, że okienko zostało przeniesione na piętro drugie w sektorze C. Pani siedząca za szklaną szybą (pierwszą jaką widziałem w Jahołdajewszczyźnie), powiadomiła mnie, że potrzebuje certyfikatu z ambasady lahazydzkiej lub zaświadczenia o poczytalności i zgodności poglądowów z okienka F8/S, w sektorze G, piętrze pierwszym. Znając skłonność betonistów do biurokratyzacji, zapytałem się, czy zna najnowsze rozporządzenie MSW dotyczące Policji Krajowej, paragraf pierwszy, artykuł pierwszy, punkt pierwszy, ustęp pierwszy.
Cała machina biurokratyczna ruszyła. Od okienka do okienka ponownie pojawiły się pielgrzymki, tylko, że pracowników. Nikt nie wiedział nic o najnowszym rozporządzeniu dotyczącym policji, ponieważ dziennik praw aktualizowany był w Jahołdajewszczyźnie z opóźnieniem, związanym z prędkością transportu dyskietek przez kubilaje na szlakach informacyjno-handlowych. Wreszcie, gdy nawet dyrektor nie mógł się nic dowiedzieć, otrzymałem odpowiedź od jednej z pracownic:

Wie pan, bo mojego wuja ciotki brata syna siostrzenica jest pańską chrześniaczką. To trzeba będzie się jeszcze w lokalnych strukturach bepede zarejestrować, żeby na podstawie zaproszenia otrzymać zgodę na otrzymanie zezwolenie na zaświadczenia F8/S, G1/T i parę tam innych.
Świetnie. To żegnam panią. - wyszedłem szybkim krokiem za drzwi, kierując się odruchowo na dworzec kolejowy.

Gdy wreszcie trafiłem na dworzec, dzięki życzliwości kilku mirkowych beretów (określenie na zagorzałe zwolenniczki przywódcy 75+), okazało się, że ponownie spotkałem niejakiego Seryka B’Ellena. Ponownie zauważyłem apfelbaumowski znak jakości, nadal nieodklejony od tej samej marynarki.

Dzięki mojej życzliwości, towarzyszu korespodencie, wynająłem dla was za kosmiczne pieniądze autobus “Łania”, brodyjskiej produkcji.
Który rocznik, panie Seryku?
Pięćdziesiąty ósmy, towarzyszu korespodencie. Cały dla towarzysza!
Świetnie, żegnam pana.
Powodzenia! Życzę otrzymania kolejnej wizy! - z sarkazmem dodał

Wsiadłem w autobus. Czy wróciłem, oceńcie sami.

Kopia zaproszenia na Święto Pracy 2016 wysłanego do La Palmy:
Cytat:



Mamy niesłychaną przyjemność zaprosić
Jego Ekscelencję El Presidente Lorenzo Sastre

oraz wszystkich
Naszych Kochanych Braci i Siostry Palmowców

na Święto Pracy w Republice Bialeńskiej.

Obchody rozpoczynają się 1 maja 2016 r. o godzinie 20:30
na oficjalnym kanale IRC Republiki Bialeńskiej (#bialenia).


Ludowy Komitet Święta Pracy w Republice Bialeńskiej
/-/ Eddard Noqtern, przewodniczący Komitetu

W jego imieniu
(-) Maciej Kamiński, ambasador Republiki Bialeńskiej w Republice Palmowej

Program BPD na XIV kadencję:
Cytat:Drodzy rodacy!

Nadchodzą wybory do Parlamentu Republiki Bialeńskiej XIV kadencji. Bierze w nich udział również i “beton wojskowo-księgowy”, jakie to określenie do nas przylgnęło (choć aktualnie bardziej pasującą nazwą jest “beton dyplomatyczno-księgowy”). Bez niepotrzebnego przedłużania, prezentujemy postulaty Bialeńskiej Partii Demokratycznej na najbliższe sześć tygodni:

Gospodarka Noqtern-Kaniewski:
BPD popiera pomysł na aktywizację tej zamarłej ostatnimi czasy dziedziny życia, który proponuje Wspólnota Rozwoju, z pewnymi drobnymi zastrzeżeniami, które nadmieniliśmy w toku dyskusji w dziale tej partii (nieograniczona liczba szczebli, obieralny organ “kontrolujący”, sztywność licencyjna, jeżeli chodzi o branże - tu ukłon w stronę klasycznej pracy BIW), w połączeniu z pomysłem na system “akcji”. W celu wprowadzenia tych zmian planujemy zmodyfikować Stały Plan Społeczny oraz stworzyć jeden akt prawny regulujący całość prac dla biznesmenów (wszystko to w ramach nowej parlamentarnej komisji ds. gospodarki). Liczymy, że to właśnie będzie poszukiwany od dawna złoty środek.

Aktywizacja edukacji:
Jak wiemy, Uniwersytet Bialeński nie cieszy się zbyt dużą popularnością. Gdy zostanie wprowadzona gospodarka na zasadzie Noqtern-Kaniewski, to tytuły naukowe byłyby znacznie "opłacane" w akcjach, podobnie jak zdanie egzaminu maturalnego w Liceum które powstanie za inicjatywą KEN. Nauka po prostu zacznie się opłacać i bez niej będzie można zapomnieć o wielkim "majątku". Do tego, optujemy za działaniu wraz z Imperium Skarlandu i jego akademią, która niesie tradycje słynnego Uniwersytetu Rotryjskiego, zwłaszcza w sferze historii przedinternetowej. Planujemy też reaktywację Bialeńskiego Instytutu Archiwizacyjnego, którego idea była niezwykle szczytna i powinna być kontynuowana.

Poprawka konstytucyjna:
BPD planuje na tą kadencję dokonać jednej zmiany w ustawie zasadniczej, która uniemożliwi powstanie “Federacji Bialeńskiej”. Forma stowarzyszenia jest zdecydowanie najlepszym środkiem na bliższy związek mikronacji. Każdy z politycznych narodów funkcjonujących na obecnym forum RB jest przecież dumny z własnej historii. Stowarzyszenie pozwala połączyć potencjały, jednocześnie zachowując odrębności tak formalne, jak i nieformalne, o czym w federacji nie ma mowy.

Polityka zagraniczna:
Nasza partia jest za kontynuowaniem dotychczasowej linii polityki zagranicznej. Poprzemy traktat z Al Rajnem, kiedy uda się go podpisać. Jesteśmy za szczególną współpracą z Królestwem Dreamlandu, Surmenią, jak i Imperium Skarlandu. Dopóki sytuacja na Nordacie się nie ustabilizuje, stoimy przy “murze” i wyraźnej odrębności subkontynentalnej Valhalli. Jeżeli chodzi o likwidację traktatów, poparte zostanie tylko rozwiązywanie relacji z państwami, które zakończyły działalność. Nie panujemy przeszkadzać ustawami w ewentualnych badaniach Bialeńskiego Towarzystwa Kolonialnego, aczkolwiek nie popieramy zajmowania i kolonizowania nowych terytoriów.

Bialeńska Partia Demokratyczna to siła przede wszystkim tradycji. Prezentowana przez nas linia programowa funkcjonuje w Republice Bialeńskiej od samego początku. Wybierz pewną, bezpieczną i stabilną przyszłość!

Program BPD na XXIII kadencję:
Cytat:Program wyborczy Bialeńskiej Partii Demokratycznej na XXIII kadencję Parlamentu:

1. Standardowe blokowanie bądź spowalnianie nazbyt gwałtownych zmian, jakie potencjalnie zostaną zaproponowane, szczególnie przesunięć w zakresie „układu sił” pomiędzy władzą ustawodawczą a wykonawczą na niekorzyść tej pierwszej.
2. Równie standardowe bieżące regulowanie nawarstwiających się, aktualnych problemów.
3. Utworzenie czytelnego i opatrzonego stosownym komentarzem archiwum wszelkich aktów prawnych, jakie w Republice Bialeńskiej się przewinęły (to zobowiązanie bierze na siebie obecny przewodniczący).
4. Poprawienie ustawy o tytułach szlacheckich pod kątem nowych możliwości, jakie daje nam Rzesza Bialeńska, oraz niegdyś proponowane przez Ametysta zwiększenie puli tytułów i wprowadzenie alternaty klimatyczno-ideologicznej; także, ugruntowanie tradycji wnioskowania o lenno do głowy państwa.
5. Reaktywacja wedle dawnej formuły Opiekuna Nowych Obywateli.
6. Dalszy rozwój warstwy narracyjnej Policji Krajowej – wydzielenie komend i posterunków, planowane według dawnego podziału administracyjnego.
7. W związku ze zmianami w zakresie „wentyla bezpieczeństwa”, pozbawienie głowy państwa nietykalności sądowej na czas trwania kadencji (możliwe złagodzenie tego planu do wprowadzenia procedury impeachmentu) poprzez poprawkę do konstytucji.
8. Modyfikacja umowy stowarzyszeniowej, celem usunięcia nieścisłości dotyczących wpływu Republiki Bialeńskiej na prawodawstwo państw stowarzyszonych.
9. Zniesienie nieaktualnych i „wypalonych” ustaw gospodarczych (Stałego Planu Społecznego, systemu emerytalnego, systemu akcji).
10. Utrzymanie, jak zostało to ładnie ujęte, „nacjonalizmu plemiennego” w jego tradycyjnej formie, czyli ostrożnego i uważnego doboru partnerów w polityce zagranicznej (jak również jeszcze uważniejszego rozstawania się z nimi), oraz działania w zgodzie z doktryną polityki zagranicznej.

Marysiowy projekt statutu WBZWCh (1 luty 2014, w oparciu o inną pracę z 9 lutego 2013):
Cytat:My mieszkańcy mikroświata
wierzący w jedynego Boga,
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
w trosce o dobro naszej ojczyzny i jedynej prawdziwej wiary
i w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem
ustanawiamy Statut
Wolnego Bialeńskiego Związeku Wyznaniowego Chrześcijan
jako prawa podstawowe dla całego wyznania

Niniejszy Statut stanowi najwyższe prawo Wolnego Bialeńskiego Związeku Wyznaniowego Chrześcijan


Art. 1
Wolny Bialeński Związek Wyznaniowy Chrześcijan (dalej WBZWC) zrzesza wszystkich wierzących w Jedynego Boga Bialeńczyków na terenie całego polskiego Mikroświata.

Art. 2
Prawdy Wiary są jedynym źródłem i podstawą naszej Wiary.

Art. 3
Najwyższym szczeblem WBZWC jest Prymas Bialenii wybierany na trzymiesięczną kadencję podczas Wielkiej Elekcji przez wszystich wiernych

Art. 4
Centrum wiary WBZWC znajduje się w mieście Wolnograd i jest stanowione przez Główny Kościół Katedralny.

Art. 5
Prymas rezyduje w Pałacu Prymasim w mieście Krzyżak.

Art. 6
Kościół stanowią Wierni Zwyczajni oraz Duchowni uznający Święte Prawdy Wiary i przyjęci do wspólnoty przez Prymasa. Znajdują się w oni w jawnym rejestrze wiernych WBZWC.

Art. 7
Kandydat na wiernego powinien zapoznać się z powyższym Statutem oraz Świętymi Prawdami Wiary, a następnie wyrazić wolę przystąpienia do Kościoła poprzez napisanie odpowieniego Oświadczenia w dziale WBZWC w Pałacu Zielonym. Wiernym może być każdy bez względu na płeć, rasę, orientację seksualną i poglądy polityczne. Wstąpienie do kościoła dokonuje się tylko na wniosek aplikującego.


Art. 7
Duchowieństwo to grupa kobiet i mężczyzn pełniących służbę nauczycielską, liturgiczną i administracyjną. Duchowni są nominowani i konsekrowani przez Prymasa, spośród ogółu wiernych i za Ich zgodą.

Art. 8
Hierarchia Duchowieństwa:
a) Prymas - Głowa WBZWC, namiestnik Boski w Mikroświecie, spaja cały Kościół swoją osobą, nadzoruje Jego działanie, powołuje i namaszcza Kapłanów i Proboszczy, przyjmuje i w poczet nowych wiernych, ogłasza oraz nadzoruje proces ustanawiania Naznaczonych, zwołuje synody, prowadzi liturgie, przeprowadza wszystkie sakramenty
b) Proboszcz / Proboszcz Misyjny - nadzoruje działanie swojej parafii, odpowiada przed Proboszczem, powołuje i namaszcza Kapłanów, poszukuje i nawraca wiernych, prowadzi liturgie, przeprowadza wszystkie sakramenty
c) Kapłan - najniższy stopień w hierarchii, prowadzi mniej ważne liturgie, poszukuje i nawraca wiernych, przeprowadza sakramenty chrztu, małżenstwa i adopcji

Art. 9
Duchowni mogą zawierać związki małżeńskie, jak i adoptować dzieci.

Art. 10
Sakramenty Boskie:
- chrzest
- małżeństwo
- adopcja
- kapłaństwo
- pośmiertne namaszczenie

Art.11
Elekcja Patriarchy, ogłaszanie praw, oraz rozwiązywanie spraw spornych odbywa się na forum WBZWC w Pałacu Zielonym.

Art.12
Synod to zgromadzenie zrzeszające wszystkich Kapłanów na którego czele stoi Prymas, zwoływane jest przez Prymasa przynajmniej raz na kwartał i ma nieograniczane prawo do zmiany wszystkich dokumentów, prawd, doktryn etc. Kościoła.

Art.13
Sprawy między kościołem a Państwem rozstrzyga prawo wewnętrzne Republiki.


(-) Martin von Primisz

I sztuki teatralne, które graliśmy w całości lub kawałkach:
"Hieronim" (31 sierpnia 2015 - ja, Immanuel i Kamil):
Cytat:Akt I
Scena I
Kamienica przy Moście Racjana w Źelaźnie, Hieronim Tamski przechadza się po swoim sklepie, podczas gdy wchodzi do niego szlachetka.
Hieronim: Ach, co za bida! Żodyn człowiek niczego dzisiaj nie kupił! Może teraz się uda?
Szlachetka (arogancko, z pogardą): A co się tutaj sprzedaje, kupcze?
Hieronim: Wszelakie towary, Mości Panie. Od mebli z samundyjskich drzewien, po zongyjską porcelanę.
Szlachetka (wskazując na wiszącą na ścianie samundyjską maskę): No to poproszę to z Samon… coś tam.
Hieronim: Pięć koron, poproszę.
Szlachetka: Drożej być już nie może! Taniej sprzedają Apfelbaumowie w Dolnogradzie! Dwie korony mogę zapłacić.
Hieronim: Ale tyle nie kosztuje nawet sterta szmat, waćpan podwyższy do trzech koron i się dogadamy.
Szlachetka: Dwie korony i pięćdziesiąt groszy bialeńskich, więcej nie zapłacę.
Hieronim: Niechaj i będzie.
Szlachetka wykłada monety na blat przy kasie, po czym kupiec podaje maskę.
Hieronim: Żegnajcie, Waćpanie.

Scena II
Wieczór, mieszkanie kupca na pierwszym piętrze kamienicy.

Hieronim (do siebie): Ile ja dziś zarobił?
Wyjmuje sakiewkę.
Hieronim (do siebie): Ten szlachcic, robotnik i fabrykant - ledwie sześć koron… zysku pewnie z jedna korona.
Podchodzi do kominka i wrzuca do niego kawałek drzewa.
Hieronim (do siebie): Czynsz i woda, czyli na życie ledwie trzydzieści groszy. Za resztę trzeba asortyment znowu kupić.
Do pokoju nagle wchodzi wspólnik - Jan Harbecki.
Jan: Musioł żeś się upić!
Hieronim (zaskoczony): Co znowu?
Jan: Wrogowi pozwolił żeś u siebie kupić?
Hieronim: Jokiemu wrogowi, co ty żeś powiedział?
Jan: Patrzcie go! I jeszcze udajesz, żeś niczego nie wiedział!
Jan gwiżdże. Na scenę wbiega trzech rosłych mężczyzn z siekierami.
Jan: Na niego spodnijcie!
Trzej mężczyźni łapią kupca i zaciągają go do ciemnego pokoju. Za nimi wychodzi Jan.

Scena III
Brudne, ciasne mieszkanie. Mężczyźni wyciągają związanego, zakneblowanego Hieronima z worka.
Hieronim: Mphfhmff!
Jan: Tak kończą zdrojcy! Myślołeś, że nas możesz oszukać?
Hieronim: Mphfhmff!
Pierwszy mężczyzna: Co?
Jan: On sprzedoł towar Sarmatu!
Drugi mężczyzna: Oj,Oj, nie minie go długo kara.
Pierwszy mężczyzna: Ni, jo pytał, co łen powiedzioł.
Jan: Ni wim. Knebel ma.
Jan zdejmuje Hieronimowi knebel.
Hieronim: Dusił żem się już w tym worze! Czemu żeście mnie tutoj zaciągnęli?
Jan: Widzisz, jo, Stefon (pokazuje na pierwszego mężczyznę), Achim (pokazuje na drugiego mężczyznę) i Muszta (pokazuje na trzeciego mężczyznę), szmalu potrzebujem.
Hieronim: Jo też szmalu ni mom!
Achim:...CO?!
Jan:...CO?!
Stefon:...CO?!
Muszta:...CO?!
Jan: Jak to nie mosz?
Hieronim: No ni mom.
Stefon: Ale z Sarmatą hondlujesz! A te buce bogate so! I z nami, prostokami, nie godojo!
Muszta: Dlaczego on miałby kupić cosik u ciebie, skoro dwie mile dalej mo sklep tego bogatego z Dolnugradu.
Hieronim: A ni wim.
Jan: Jakem nam oddasz jedno korono, to się dogadamy i pójdziem w swoje strony.
Hieronim: A dobro tam, koronę macie i mnie puśćcie.
Hieromin rzuca koronę, podczas gdy Jan go rozwiązuje. Wszyscy porywacze rzucają się na nią.
Hieronim (w myślach): Niech ich szlag trafi, co za wsiowe chamstwo.

Scena IV
Następnego dnia, w sklepie Tamskiego. Hieronim siedzi za kasą, rozmyślając.
Hieronim (w myślach): Za tego Harbeckiego to muszę podbić te ceny. Inaczej nie będę mieć na czynsz...
Do lokalu wchodzi szlachetka:
Sztachetka: Co tam u Mości Pana?
Hieronim: Jak z pana stałem się w jeden dzień jegomością?
Szlachetka: To ja, Mości Panie, zadaję pytania. Wiedz, że jestem hrabia Morvanu i zdaję sobię sprawę, żeście zostali obrabowani.
Hieronim: A skąd niby?
Hrabia: Nie pytajcie. Mam dla Mości Pana ofertę.
Hrabia wyjmuje z kieszeni pełną sakiewkę.
Hrabia: Nikt w promieniu 100 mil nie chce handlować z Ferską Kompanią Handlową.
Hieronim: Czyli nie opła...
Hrabia: Widzicie tą sakiewkę? To tylko początek, na opłacenie podstawowych potrzeb Mości Pana. Sprzedajecie nasze towary - zyskujecie.
Hieronim: No to momy umowę.
Hieronim spluwa na dłoń i podaje ją hrabiemu.
Hrabia z obrzydzeniem powtarza gest.

Akt II
Scena I
Pół roku później.
Secesyjna kamienica przy rynku miejskim w Źelaźnie. Hieronim wchodzi do swojego sklepu na parterze.
Hieronim: Witajcie, Jędrzeju. Cóż tam słychać u rodziny w tej... Brodrii?
Jędrzej: Dobrze, dobrze, Mości Panie Hieronimie. Siostrzeniec niedawno się ożenił.
Hieronim: Ileście zarobili wczoraj?
Jędrzej: Dziesięć koron, Mości Panie.
Hieronim: Bierzcie, kupcie prezent dla siostrzeńca.
Jędrzej: O Dobrodzieju, dzięki wielce!
Hieronim: Przestańcie, wiecie, że nie lubię takiego traktowania. Pozwolicie, że pójdę do swojej kwatery.
Jędrzej: Oczywiście... Hieronimie.
Hieronim wchodzi na piętro.
Hieronim (do siebie): Haudi się nieźle postarał z kamienicą. Sto pięćdziesiąt koron, cóż to teraz jest? Drobne do wydania na kolejną kamieniczkę.
Hieronim (do siebie): Skąd ten hrabia z Morvanu bierze pieniądze? Ni to fabrykant, kupiec też pewnie nie… Czyżby drugi Filias Fogh? Jak ten z powieści zamorskiego Verne, z tej Francyji i Nawarry?
Hieronim wchodzi do swojego mieszkania.
Zaraz po przekroczeniu progu zatrzaskują się za nim drzwi. Po rozejrzeniu się dostrzega cztery znajome twarze.
Achim: Teroz już mosz szmal, zdrojco jeden?
Stefon: W imię socjalizma i toworzyszo Kamienia, sarmacki wyzyskywaczu, świnio reakcyjna!
Hieronim (zdziwiony): Jakiego znowu socjalizma? Myślał żem, że to te filozofyczne brednie jakiegoś Kipryjczyka...
Muszta: Związać go, toworzysze!
Jan ogłusza Hieronima pałką.

Scena II
Obóz w lesie na północ od Rafałowa. Hieronim siedzi związany przed namiotem.
Hieronim: Przeklęte komary. Przeklęte błoto. Nienawidzę tej przeklętej rzeki. Już wiem, czemu nazywa się Czarna.
Stefon: Cicho bądźcie, plugawy wyzyskywaczu!
Hieronim: Dobrze, ale przeprowadźcie Jana.
Stefon: Towarzysza Jana!
Stefon idzie do głównego namiotu.
Hieronim: Ten socjalizm to tylko przykrywka dla bandytów... Jakby nie mogli stowarzyszenia założyć...
Jan: Pocoście mnie wołali, zdrojco joden?!
Hieronim: O co chodzi z tym całym socjalizmem?
Jan: O równość szaro-czarnego, uciskanego ludo z bogaczomi!
Stefon: I o walkę z monarchofaszyzmem!
Muszta: I o republikę, w której wszyscy się przydadzo!
Hieronim: No... o równość i demokrację... ja przecież też wiązałem koniec z końcem i chciałem równości.
Achim (śpiewa): Równość jest szczera, autentyczna… Jest antyobszarnistyczna… Każden śpiewa razem z nami… Precz, precz z wyzyskywaczami… Każden śpiewa razem z nami… Precz, precz, precz!
Jan: Piniondzy potrzebujem, do walki z reżymem.
Hieronim: No więc ja dam pieniądze od tego Sarmaty...
Stefon: Wyzyskywacza!
Hieronim: Yhym, wyzyskywacza. Tylko mnie puśćcie.
Stefon: Cwoniaczek z miodem w uszach!
Jan: Drugim razom nie! Dołączycie do nas!
Muszta: I udowodnicie swoją lojalność socjalizmowi, skacząc do gardeł wyzyskywaczom.
Hieronim: Ni mam innej opcyji, dobra. Co muszem zrobić, żeby do was przystąpić.
Stefon (ignorując Hieronima): Do Jahołdy idziem?
Jan: Idziem.

Scena III
Dwanaście godzin później. Świt kolejnego dnia. Jan zbliża się do Hieronima.
Jan: Widzisz te namioty?
Hieronim: Ano widzę.
Jan: Tam jest obozowisko towarzysza Kamienia.
Hieronim: Czeka mnie audiencja?
Stefon: Audioncje to mojom cysorze u pawłowego papy, a nie toworzysze u toworzyszy. To będzie rozmowa.
Muszta: Rozmowa o wielkiej misyji.
Grupka zbliża się do obozowiska. Wita się z nimi towarzysz Kamień.
Kamień: Witam towarzyszy! Zapraszam do namiotu.
Hieronim: Młodziście bardzo, towarzyszu...
Kamień: Młodzi jesteśmy, ale niech towarzysza wiek nie zwiedzie. Rozumu mam za dwóch, a zapału za pięciu krzepkich robotników fabrycznych.
Hieronim, Jan i Kamień wchodzą do namiotu.
Kamień: Mamy rok 1887. Panowie i prałaci gnębią chłopsko-robotniczy lud Bialenii.
Jan: My to wimy, toworzyszu.
Kamień: Co więcej, są tak bezczelni w swym okrucieństwie, że celowo powiększają rozmiary ludu do uciskania. Od dekady sprowadzają, głównie wspierający ich Sarmaci, tu Sambańczyków, których traktują gorzej, niż traktowało się Khmerów w Królisku po ostatniej wojnie.
Hieronim: Więc...?
Kamień: Musimy wyzwolić Jahołdów. To będzie pierwszy krok do zniszczenia tej zbrodniczej machiny. Następnie wykorzystamy nasze nowe możliwości, by rozpropagować te idee w przemysłowej okolicy, aż dotrzemy z nimi na wschodnie wybrzeże. Za dwa, trzy lata będą nas dziesiątki milionów… Cóż, a przynajmniej jedna dziesiątka, w razie zmian na naszą niekorzyść.
Hieronim: No więc bierzmy się do roboty.
Kamień: Bataliony Jahołdów są w okolicy. Rozpoznacie ich po pasiastych chustach. Gdy tylko wyślę telegraf do Bałdaraszu, rozpocznie się wielkie powstanie przeciw zbrodniarzom. Weźcie messiany i kamizelki ze zbrojowni, i ruszajcie do oddziałów. A, i zabierzcie też kilka ulotek… Może trafi się ktoś, kto umie czytać, chociaż nie daję na to wielkich szans. Jutro o 12 rozpoczynamy walkę. Sława rewolucji i równości!
Wszyscy za Kamieniem śpiewają "Wyklęty powstań ludu ziemi...".
Hieronim jedynie porusza ustami.

Akt III
Scena I
Ranek następnego dnia, oddział Jahołdów. Hieronim wstaje z pryczy.
Hieronim: O Melchizedeku Wielki, co to za sen był? Trzeba iść do oddziału...
Jeszcze mnie tymi rózgami zleją.
Wychodzi ze swojego prowizorycznego namiotu. Wpada na Achima
Achim: Jak pierwsza noc po stronie równości, była reakcyjna świnio?
Hieronim: Dziwnie. Znasz się może na snach?
Achim (stuka się palcem w głowę): ...Ni.
Hieronim: A kto mógłby się na nich wyznawać?
Achim: Towarzysz Kamień. Jak na wszystkim.
Hieronim: Faktycznie. Porozmawiam o tym z nim.
Udaje się na środek prowizorycznego obozowiska i natyka się na poszukiwanego Kamienia.
Hieronim: Towarzyszu Kamieniu…
Kamień: Tak, towarzyszu Hieronimie?
Hieronim: Chciałbym z towarzyszem porozmawiać.
Kamień: O czym, towarzyszu?
Hieronim: Miałem wizję senną, towarzyszu. Odwiedzili mnie niejaki towarzysz Pszechowicz, niewyraźnie się przedstawił, i towarzysz, który przedstawił się jako “Syn Zimnej Rzeki”. Mówili, że dobre decyzje muszą być małe i szczere, a wielkie decyzje oznaczają wielkie nakłady. A potem wrzucili mnie do czerwonego basenu.
Kamień: Cóż… To oznacza, że aby osiągnąć sukces, musimy sobie ufać, ale niestety, również wielu z nas będzie musiało się poświęcić. Aż nasza krew wystarczy do zafarbowania flag socjalizma dla każdej rodziny w Bialenii.
Hieronim: Faktycznie wyznajecie się na wszystkim, towarzyszu. Dziękuję.
Kamień: Proszę bardzo, towarzyszu. Nastrójcie się teraz do walki. Już niedługo ruszamy na barykady.

Scena II
Niewielkie miasteczko w Jahołdzie. Jedyny zakład pracy to niewielka cegielnia.
Kamień: Pora zaczynać misyję. Towarzyszu Hieronimie, polecam to zadanie Tobie.
Hieronim: Mnie?
Kamień: Tak. Weź towarzyszu dziesięciu ludzi i natchnijcie uciskany lud do buntu i nacjonalizacji!
Hieronim (bierze głęboki oddech): No dobrze. Wezmę Achima, bo z pieśnią na ustach lepiej idzie się naprzód, wezmę też Stefona i kilku Jahołdów z batalionu.
Hieronim wskazuje na losowych powstańców.

Scena III
Hieronim wkrada się do cegielni.
Hieronim (w myślach): Najlepiej wejść na to podwyższenie…
Hieronim wchodzi po cichu na podwyższenie.
Hieronim (w myślach): Oby Achim i Stefon wkradli się na tamten balkon na czas… I znaleźli coś do zagrania pieśni.
Hieronim chrząka i odzywa się gromkim głosem.
Hieronim: Towarzysze! Przerwijcie proszę na chwilę swoją pracę i wysłuchajcie mnie!
Wszyscy robotnicy się odwracają.
Hieronim: Towarzysze! Na tym świecie jest zdecydowanie za dużo ucisku biednych mas! Wyzyskiwacze, tacy jak właściciel tego przybytku, bezczelnie śmieją się w twarz robotnikom, którzy swoją ciężką, często wręcz niewolniczą pracą napychają ich sakiewki! Kiedy prości, robotni ludzie umierają z głodu, tłuści przedsiębiorcy obrastają w kolejne warstwy sadła! Mogą wręcz dla rozrywki wyrzucać diamenty do ścieków, zamiast…
Robotnik (wcina się): Czy możesz przestać? Dziewięciu na dziesięciu ludzi tutaj nie zna i tak bialeńskiego, a nawet ci, którzy go znają, nie posługują się wersją z książek, taką jak ty! Poza tym, Jahołdzi nigdy nie pójdą za Prymasiarzem, co powinieneś wiedzieć.
Hieronim: Dziś nie ma już Jahołdów, Bialeńczyków czy Kuców. Dziś są już tylko wyzyskiwacze i wyzyskiwani.
Robotnik: Tak, jasne.
Odwraca się i daje znak do powrotu do pracy.
Hieronim (w myślach): Nie tak miało być, nie tak miało być… Chwila! Już wiem!
Hieronim (głośno): Inan, pozwól tu proszę!
Na podwyższenie wchodzi jeden z jahołdzkich bojowników.
Hieronim: Jak widzicie, Inan i ja nosimy ten sam symbol walki o wolność, równość i socjalizm - pasiastą chustę. Pomimo tego, że powinniśmy się nienawidzić. A jeżeli chodzi o moją skomplikowaną mowę, cóż… Inan.
Inan (po jahołdzku): Czas odzyskać owoce naszej pracy! Nastał dzień sznura!
Robotnicy zaczynają głośno dyskutować.
Hieronim (w myślach): No, udało się to wszystko naprostować. Teraz jeszcze, niech Stefon i Achim mnie nie zawiodą…
Stefon i Achim zjawiają się na balkonie wewnętrznym. Ciągną ze sobą związanego właściciela cegielni.
Hieronim (głośno): Towarzysze! Ponieważ jesteśmy równi, będziemy decydować poprzez głosowanie. Kto z Was jest za znacjonalizowaniem tego zakładu?
Inan tłumaczy słowa Hieronima na jahołdzki.
Robotnicy nieśmiało podnoszą ręce. Po kilku minutach większość z nich trzyma je w górze.
Hieronim: A więc zadecydowane. A teraz - czy powinniśmy pozbyć się tego podłego wyzyskiwacza?
Inan tłumaczy.
Robotnicy jeszcze bardziej nieśmiało podnoszą ręce.
Stefon: Zastoliśmy go z nieletnią prostytutką!
Po przetłumaczeniu, większość robotników, oburzona, unosi ręce w górę.
Hieronim: A więc zadecydowane. Zrób to, Stefon.
Stefon zrzuca właściciela z balkonu. Słychać głośny trzask łamanych kości. Krew tryska.
Achim wyciąga z kieszeni harmonijkę ustną właściciela cegielni i podaje ją Stefonowi. Ten odłamuje z niej złote zdobienie, po czym zaczyna grać.
Tłum śpiewa "Na barykady, ludu roboczy...".

Akt IV
Scena I
Kilka godzin później. Bałdarasz. Hieronim, Stefon, Achim, Inan, reszta jahołdzkich bojowników oraz delegacja z cegielni docierają na wiec, prowadzony przez Kamienia na placu głównym w dzielnicy przemysłowej. Kawałek dalej stoi niewielka grupa żołnierzy.
Achim: Toworzysz Kamień zebroł naprowdę wilu uciskanych robotników. Nawet ci z Sambanu tu są.
Stefon: I delegacjo zołożycieli ze wschodnigo wybrzeżo!
Hieronim: Wszak to toworzysz Kamień.
Kamień:... I tak wygląda to wszystko, towarzysze! Musimy brnąć naprzód!
Muszta: Ale toworzyszu! Oni mają tyle broni!
Kamień: Bierzcie co możecie z arsenału, ja tymczasem wystąpię przed nich.
Achim: Ale oni zastrze...
Kamień wchodzi na barykadę.
Kamień: Nie chcemy z wami walczyć towarzysze!
Inan wychyla się nad barykadę i tłumaczy.
Kamień: Nastał dzień walki z imperialistami! Z wyzyskiwaczami dręczącymi lud roboczy! Nie wy jesteście wrogami narodu, a reakcjoniści którzy siedzą za biurkami i wydają wam rozkazy walki przeciw prostemu ludowi!
Dowódca żołnierzy: Mam dziś dobry humor, więc udam, że was tu nie ma, jeżeli pójdziecie w drugą stronę. I tyle. Skończ z tym paplaniem.
Żołnierze prezentują swoją broń. Jeden z nich wciąga dowódcę w środek batalionu.
Kamień: Jesteście z nami czy przeciw nam? Będziecie strzelać do bezbronnego tłumu?
Żołnierze chóralnie odpowiadają “Nie!”. Tłum przeskakuje barykady i biegnie wraz z żołnierzami na rynek miejski.
Kamień: Muszta, Achim, Inan, poprowadźcie ich do ratusza i zrzućcie flagę królestwa. Ja mam inną sprawę.
Muszta: Dobrze toworzyszu!
Kamień: Towarzyszu Hieronimie, chodźcie ze mną, musimy pójść do koszar.
Hieronim: Czemu, towarzyszu?!
Kamień: To jeden z ostatnich garnizonów w Bałdaraszu. Tylko to i będziemy mogli zająć okolicę.
Hieronim: Dobrze, towarzyszu!
Biegną przed siebie.

Scena II
Kamień i Hieronim dalej biegną. W pewnym momencie Tamski zatrzymuje swojego towarzysza.
Kamień: Co się stało, towarzyszu?
Hieronim: Spójrzcie na tamten zaułek tam niedaleko, przed nami, towarzyszu.
Słychać ciche oklaski. Z zaułka wychodzi hrabia.
Hrabia: No proszę, proszę, proszę, Waszmościu…
Hieronim: Czego ode mnie chcesz, monarchofaszysto?
Hrabia: Jak widzę jesteś nie tylko tak głupi, żeby skumać się z tą hołotą… Jesteś tak głupi, że dajesz mi na tacy jej lidera razem z sobą, zdradzieckim ścierwem…
Hieronim: Zamilcz.
Hrabia: Ziemski burak nie będzie rozkazywał szlachcie. To ja tu jestem panem. Mam to we krwi. A wy we krwi macie pot i brud, kmioty! Kiedy śmierdzący robol podnosi rękę na swojego szlachetnego poganiacza, to ręka to musi zostać wyrwana aż po ramię i spalona!
Hrabia wyciąga pistolet.
Hrabia: Ene, due, like, ami, czuję kamień nad grobami!
Pociąga za spust.
Czas pozornie zwalnia.
Hieronim (w myślach): Towarzyszu Pszechowiczu, towarzyszu Synu Zimnej Rzeki - nadszedł czas doprowadzić towarzyszy proroctwo do samego końca.
Hieronim skacze, odpychając Kamienia.
Następnie wydaje z siebie głośny okrzyk bólu.
Stefon (z oddali): Wszystko u wos dobrze, towarzysze? Już idziem!
Hrabia: Przeklęte bydło. Cóż, nie miałem dziś okazji cię skasować, Kamień, ale przynajmniej załatwiłem tego podwójnego zdrajcę. Do zobaczenia w kieracie!
Hrabia wbiega w boczną uliczkę.
Kamień: Podwójnego zdrajcę? O czym on mówi, towa… Towarzyszu!
Hieronim (kaszlając krwią): Jan… Wam wyjaśni…
Kamień: Sanitariusz! Sanitariusz!!!
Hieronim (kaszlając krwią): To nic... nie... da… Przeszła przez… oba... płuca…
Krztusi się krwią.
Kamień: Towarzyszu, nie gaśnijcie w taki sposób!
Hieronim: Biegnij… do.. arse… łu… Zost… mnie… I… dzię… ję… za... by… cie… towo… rzy… szeeeeem…
Hieronim kona.
Kamień roni łzy i zamyka mu oczy.
Następnie biegnie dalej.

Kurtyna.
"Wnętrze Symeona" (3 sierpnia 2015 - ja i Immanuel):
Cytat:Akt I
Scena I
Wieś na południe od Nilfgaardu. Symeon idzie drogą wraz ze swoim przyjacielem - Mariusem.
Symeon: Kolejny dzień bez armii, Mariusie! Było postawić pod sąd tego parszywego chłopa, jak mu tam…?
Marius: Ernest, Panie.
Podnosi głos.
Symeon: Tak samo, jak ten nieudacznik, który poległ w trakcie walk o cieśninę. Cholernik zniszczył całą wyprawę, mnie, i szanse na tron królewski!
Marius: Nie krzycz, Panie, jestem pewien, że Racjan wydał list gończy na nas. Tylko wszystkich rozbudzimy i zostaniemy złapani.
Symeon: Dobrze, już się uspokoiłem. To całe zmierzanie donikąd mnie denerwuje. Ile jeszcze zostało nam drogi do Klume?
Marius: Pięćdziesiąt stajań żeśmy odbierzeli od obozu, tydzień drogi jeszcze pozostał.
Symeon: Patrz! Gościniec na drodze!
Marius: A masz talenty?
Symeon: Ja z pustą sakiewką zająłem Carnuntum, pamiętaj. Podamy się za żołdaków Lahazyda - przecież mamy zbroje i miecze, i to oficerskie, to nam wikt i opierunek wystawią.
Marius: No więc dobrze, ale postaraj się, żeby nas nie złapali, bo znając naszą dolę, tam będzie cała kohorta, a oni obcego z pewnością poznają.

Scena II
Gospoda “Pod Obitym Buntownikiem”. Symeon i Marius wchodzą i podchodzą do karczmarza.
Symeon: Dzień dobry.
Karczmarz: Witajcie, wojaku! Co sprowadza w moje skromne progi Ciebie i twego towarzysza?
Symeon: Wracaliśmy do stolicy, po odwołaniu do tej nowo tworzonej kohorty rozkazem Jego Wysokości, ale zbłądziliśmy.
Karczmarz: Toście dobrze trafili. Czegoś wam nalać?
Marius: Wina, jeśli macie.
Symeon: Piwa, byle mocnego.
Karczmarz: Dobrze, poczekajcie chwilę, Mości Panowie.
Odwraca się i wychodzi do sąsiedniego pomieszczenia.
Symeon (szepcze do Mariusa): Na szczęście żołdaków nie ma. Póki co, nie ma się czego bać.
Marius (szepcze do Symeona): Jestem cały czas czujny. Dzień się jeszcze nie skończył.
Karczmarz wraca z napitkami.
Karczmarz: Oto i macie. Oficerom Jego Mości rachunek wysyłam do domu, hehehe. Żartuję, nie umiem pisać. Krajowi służycie, to kraj się odpłaci. Jakbyście mogli, polećcie mnie lokalnemu szlachetce. W karty grywa, mógłby to robić tu.
Symeon: Dobrze, drogi waszmościu. Jak będzie okazja - polecimy. Macie gdzieś tu miejsce do odpoczynku?
Karczmarz: Ano mamy. Wskażę Wam, pójdziecie za mną Waszmościowie do góry.

Scena III

Następnego dnia, poranek. Pokój wskazany przez karczmarza.

Symeon: Mariusie, pora wychodzić.
Marius: Z wielką chęcią byłbym już w Kommonii. Dobrze, wychodźmy.
Symeon i Marius schodzą na dół.
Symeon (szepcze do Mariusa): Patrz na tego zakapturzonego człowieka. Kto to może być?
Marius (szepcze do Symeona): Sam nie wiem… Na pewno nie żołdak, ale coś mi się w nim nie podoba.
Zakapturzony podchodzi do Symeona i uważnie mu się przygląda. Po chwili wychodzi, nic nie mówiąc.
Symeon (do karczmarza): Dziękujemy, drogi waszmościu, za gościnę, polecimy Cię owemu lokalnemu Mości Panu.
Karczmarz patrzy na nich, nic nie mówiąc.
Symeon i Marius wychodzą. Ruszają w głąb wsi.
Marius: Czy to nie jest niebezpieczne?
Symeon: Niebezpiecznie to będzie, dla tego Lahazyda.
Marius: Czekaj, nie mówisz… o tym?
Symeon: Owszem, o tym.
Marius: Przecież mówiłem, żebyś to wyrzucił. To jest szaleństwo!
Symeon: Nie. To jest strategia. Trzeba patrzeć z wielu kierunków naraz na sprawę.
Marius: To mi się bardzo nie podoba. Ale, skoro Ty tu dowodzisz - prowadź. (szepcze) I tak Cię potem złapią, mój drogi przyjacielu.
Symeon: Stul dziób.
Zatrzymują się na środku wsi. Stoi tam kilku młodzieńców.
Symeon (do jednego z nich): Dzień dobry, młody człowieku. Chciałbyś zarobić parę groszy?
Łebek: Tak, Mości Panie. Co miałbym zrobić?
Symeon: Wiesz, gdzie w Nilfgaardzie jest rynek?
Łebek: Tak, Mości Panie. Czasami jeżdżę tam z matką, sprzedawać.
Symeon: Dobrze. Weź ten list, stan na środku rynku, odwróć się w kierunku pałacu, i czytaj go głośno, aż ludzie nie zaczną się burzyć.
Łebek: Ale nie umiem czytać, Mości Panie.
Symeon: To wykrzykuj tylko, że Symeon wyzywa Racjana na pojedynek. I daj ten list ludziom króla, jeżeli dasz radę.
Łebek: Ale czy to nie będzie tak kłamstwo, jak i obraza majestatu?
Symeon: Nie. Jestem przyjacielem ich obu, to tylko niewinny psikus. Czy Ty takich nie wycinasz przyjaciołom?
Łebek (po chwili namysłu): Wycinam, Mości Panie. Dobrze, pójdę.
Symeon: A tu zapłata.
Wręcza trzy złote monety młodzieńcowi.
Łebek (z maślanymi oczami): Dziękuję, bardzo dziękuję, Mości Panie!
Biegnie w kierunku Nilfgaardu.
Symeon: ...Kretyn.
Marius: Mówiłeś, że masz pustą sakiewkę.
Symeon: To fałszywki, przyjacielu. Ruszajmy dalej, za bardzo zwróciliśmy na siebie ich uwagę.

Scena IV

Godzinę później, w lesie między wioską a Nilfgaardem. Symeon siedzi sam.
Symeon (do siebie): Marius coś długo nabiera tej wody. Za chwilę chyba pójdę go poszukać.
Od tyłu skrada się do niego zakapturzony z pałką. Bierze zamach. Symeon odruchowo odskakuje.
Symeon: Co to ma znaczyć?
Wyciąga miecz.
Zakapturzony: Ja tylko jestem dobrym poddanym.
Zaczyna śpiewać.
Symeon: Oszalałeś?!
Inny zakapturzony zza krzaków uderza Symeona pałką.
Zakapturzony: Zagłuszanie było takie proste. No i go mamy. Wreszcie wyjdziemy z tej nędzy.

Scena V
Wieczór. Symeon budzi się związany, w śmierdzącym wozie.
Symeon (myśli): Trzeba jakoś wykiwać tych chłopków. To nie powinno być trudne.
Symeon (do zakapturzonego): Dobry człowieku, czy wiesz może, co to genealogia?
Zakapturzony: Cicho bądź.
Symeon: Nie bądźcie że tacy, dobry człowieku. Na rozmowie szybciej upłynie czas. Przedstawcie się chociaż.
Zakapturzony: Dobra, niech stracę. Jestem Ilków, a to mój brat, Ikat. Co to ta ginilogia?
Symeon: To jest coś takiego jak bliższa i dalsza rodzina razem. Taka historia rodziny.
Ilków: No i co z tego? Ja imię własnej zmarłej matki czasem zapominam i jakoś żyję.
Symeon: Ilków... żeśmy się już spotkali! To też zapomniałeś?
Ilków: A kiedy niby?
Symeon: Siedem lat temu, na weselu. To ja, Ziemek. Wujka drugiej linii Kaszka syn, z pierwszej żony.
Ilków: Na tamtym weselu?
Symeon: No dokładnie! Mów mi wuju!
Ilków: Ikat, pamiętasz coś z tego?
Ikat kręci głową.
Ilków: Ja też nie. Upiłem się jak świnia.
Odwraca się do Ikata.
Ilków: Aż mi teraz głupio…
Ikat patrzy na niego ze zdziwieniem.
Ilków: Nie za chlanie, niemocie jeden! Za zapomnienie o krewnym. Czekaj... Co my wyprawiamy?
Ikat łapie się za głowę.
Ilków: Przecież wuja nie sprzedamy, w nocy nam dom podpalą, jak się we wsi dowiedzą!
Odwraca się do Symeona.
Ilków: Może za te krzywdy, co dla wuja zrobiliśmy, możemy coś dla wuja zrobić?
Symeon: Każdy popełnia błędy, mój drogi. Przyjmę przeprosiny i będę milczał o tym zajściu, jeżeli mnie puścicie… I oddacie te pełne kufle, które tam leżą. No, samą zawartość tych kufli.
Ilków: Oczywiście, drogi wujaszku. Co tylko sobie życzysz.
Rozwiązuje Symeona i podaje mu kufle.
Symeon: Będę już leciał. Miło było Was znowu spotkać, oby następnym razem okoliczności były szczęśliwsze!
Ilków: Bywaj zdrów, wuju!
Symeon biegnie w las. Ikat szturcha brata.
Ilków: Co znów chcesz?
Ikat na migi pokazuje, o czym myślał.
Ilków: Faktycznie, siedem lat temu nie było wesela… Ale było pod koniec grudnia, osiem lat temu. Musiał się wuj trochę pomylić.
Kawałek dalej. Symeon biegnie.
Symeon (w myślach): Spektakularne spóźnienie. Ale przynajmniej uciekłem.
Zaczyna padać i grzmieć.
Symeon (w myślach): No cóż… Przynajmniej nie może być już gorzej.

Akt II
Scena I
Około pięć lat później. Pałac Gości w Nilfgaardzie. Przez okna z witrażami i kratami wpada światło świtu. Na wygodnym łożu przeciąga się Symeon.
Symeon: Kolejny dzień w złotej klatce. Który to już?
Wchodzi sługa.
Sługa: Dzień dobry, Mości Panie. Czego życzyłby sobie Mości Pan na poranny posiłek?
Symeon: To już tysiąc sześćset osiemnaście księżyców tego marnego położenia.
Odwraca się.
Symeon (do sługi): Podaj mi dziś tylko kubek tego wstrętnego naparu z mlekiem.
Sługa: Dobrze, Mości Panie. Za dziesięć minut kawa będzie gotowa, gdyż rozpaliłem w piecu godzinę temu.
Symeon: Dobrze.
Odwraca się.
Symeon: Niestety, muszę tu tkwić. I jeszcze wiecznie się uśmiechać. Wszystko to dla moich chłopaków.
Wstaje z łóżka. Spogląda na portret na ścianie.
Symeon: Ach, dziadku, Ty byś oddał wszystko za takie warunki, prawda? Byłeś w końcu tylko właścicielem paru wsi. Ale ja byłem kimś więcej. Ja byłem władcą. Wielkim i szanowanym. A nie doczekam się nawet własnej legendy, bo zamiast bohatersko umrzeć, muszę tu gnić, jak jakaś lalka dla dziewczynek.
Odwraca się.
Symeon: Nie ma tu wielu strażników. Nie ma tu mądrych strażników. Nie ma tu nawet pułapek. Ta lahazydzka cholera wiedziała, jak mnie uziemić.
Wchodzi sługa.
Sługa: Mości Panie! Kawa gotowa!
Symeon: Dobrze. Czas na kolejną porcję tego wstrętnego naparu z mlekiem, który Racjan rozdaje biedakom. Cóż lepszego mogło mnie spotkać?
Oboje wychodzą.
Scena II
Symeon wychodzi na szczelnie zakratowany taras, z pięknymi, tropikalnymi roślinami w doniczkach. Towarzyszą mu dwaj strażnicy.
Symeon (do strażnika): Przypomnij mi proszę, jakie plany przewidziałem na dzisiejszy dzień.
Strażnik: Ciężary, odwiedziny Ribusa, tego poety, polowanie w Zagajniku Żalu, odwiedziny Apety oraz uroczystą kolację z burmistrzem Rybaków.
Symeon: Znowu ona? Przecież ma narzeczonego.
Strażnik: Jej narzeczony ma siedemdziesiąt dwa lata, Mości Panie.
Symeon: Ale za to jest wolny jak ptak, i znacznie bogatszy.
Strażnik: Dlatego też ojciec Apety wybrał go na jej męża, Mości Panie.
Symeon: Czuję się jak przedmiot w jej rękach. A jak już mówimy o rękach - przynieś mi mąki. Czas zacząć ten wysiłek fizyczny.
Strażnik wychodzi. Symeon odwraca się i zrzuca szatę, odsłaniając swój tors.
Symeon: Oto, co mi pozostało. Kawałek żelastwa do wymachiwania, kawałek konia do latania między drzewami, i kawałek cierpliwości do wytrzymywania z tymi głupcami. Ale muszę pozostać.
Patrzy na horyzont.
Symeon: Dla Was, przyjaciele. Ponad swobody stawiać trzeba lojalności wrzody.
Strażnik przynosi mąkę. Symeon naciera się nią i zaczyna ćwiczyć.
Scena III
Wieczór. Symeon kończy kolację z burmistrzem.
Burmistrz: Wyborne mięsiwo, mój przyjacielu, wyborne!!!
Symeon: Cieszę się, że Waszmości smakowało.
Burmistrz: Więc już się zbieram, mój przyjacielu, już się zbieram!!!
Burmistrz wychodzi.
Symeon: Co za palant. Drze się tak, że zmarłych zapewne obudził, a do tego pluje przy mówieniu. Gdzie się podziały standardy?
Wchodzi sługa.
Sługa: Czy będzie Mości Pan jeszcze jadł?
Symeon: Nie, zabierz to. I spal. Niech po szanownym burmistrzu nie zostanie tu żaden ślad. I to samo zrób z moją pościelą.
Sługa zgarnia wszystko do worka i wychodzi.
Symeon (głośno): Jeżeli Apeta znowu zechce przyjść, to powiedz jej, że zapadłem na tyfus!
Symeon: I tak niewola wciąż trwa.
Spogląda za okno, w niebo.
Symeon: Ojcze, jesteś ze mnie dumny, prawda? Chociaż mógłbym uciec, jak uciekłem tamtemu chłopu, to wciąż tu jestem, by moi przyjaciele i zwolennicy mogli cieszyć się bezpiecznym życiem. Są na łasce Racjana, której ja jestem gwarantem. Moje wnętrze jest proste, czyste i lojalne. Jestem dobrym człowiekiem. Jedynie utraciłem moją wielkość.
Scena IV
Symeon śpi.
Symeon (przez sen): Biały koń, biały koń... Przeklęty biały koń... Straszny ból...
Przewraca się na drugi bok.
Symeon (przez sen): Kaja... Dlaczego Ty...? Dlaczego... Mika... Nie wzywaj Krzciciela...
Znowu się przewraca na drugi bok.
Symeon (przez sen): Nie... Zostawcie ich... Wy na wyspie... I wy w górach... I wy nad zatoką...
Spada z łoża.
Symeon (przez sen): E... il... Krust... Ra... Nie... Nie... ini... Nie wyjeżdżaj... Jeszcze... tyle... słońca września...
Otwiera oczy.
Symeon: Nikt nie uwierzy... Muszę o tym zapomnieć.
Kurtyna.

"Gałka muszkatołowa" (18 grudnia 2016 - ja):
Cytat:Akt I
Ostatni rok wieku XIX. Pałac rodu hrabiowskiego Muszkatów, Anomaliów. Ciemna, grudniowa noc. Senior rodu, Jan Muszkata. siedzi przy kominku, paląc fajkę.
Jan Muszkata: Kontrakt w pełni zrealizowany. Zarobiłem dla rodu ponad dwieście tysięcy starych koron, kosztem zaledwie trzystu głów.
Zaciąga się dymem z fajki.
Jan Muszkata: Jestem znakomity w inwestowaniu, czyż nie tak, moja miła?
Spogląda na stojącą na kominku urnę.
Jan Muszkata: Jestem pewien, że z niecierpliwością czekasz na to, bym i ja mógł posłuchać sprawozdań od Ciebie. W końcu, mając lat siedemdziesiąt jeden, nie mogę już tak się męczyć, jak kiedyś. Nawet musiałem wtajemniczyć brudną tłuszczę.
Zaciąga się dymem z fajki.
Jan Muszkata: A mówiąc o tychże. Jakub!
W komnacie stawia się służący w podartych ubraniach.
Jakub: Tak, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio?
Jan Muszkata: Czy zakopałeś już resztki ostatnich kosztów uzyskania przychodu?
Jakub: Tak, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio.
Jan Muszkata: Wystarczająco głęboko, żeby nic nie było czuć?
Jakub: Jak najbardziej, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio.
Jan: Znakomicie. Jutro przyjeżdża tu Policja Krajowa, przez głupotę naszego pośrednika… Naszego byłego pośrednika. A myślałem, że po tym skandalu cztery lata temu odpędziłem od tych katowników na dobre.
Zaciąga się dymem z fajki.
Jan: Ileż to głów wtedy poleciało. Tamten pyskaty miastowy podludź w życiu by nie oczekiwał, że to on odpowiada za cały ten komunistyczny burdel na wschodnim wybrzeżu. Zresztą, to i tak nie przebija miny, jaką ten handlarz mebli miał, kiedy trafiłem go kulą przeznaczoną dla Kamienia.
Zaciąga się dymem z fajki.
Jan: Możesz odejść, kmiotku.
Jakub: Dziękuję, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio.

Akt II
Wybija północ. Okna zaczynają trzaskać, pomimo braku wiatru. Na niebie widać błyskawice, pomimo braku chmur.
Jakub trzęsie się ze strachu, siedząc w swoim lichym pokoju.
Z oddali słychać wołanie.
Jakub zrywa się i biegnie w kierunku, z którego nadchodzi głos.
Jakub: Któryś za nas cierpiał rany…
Dociera do piwnic.
Jan już tam czeka, dalej paląc fajkę.
Jakub: Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio, co tu się dzieje?
Jan: Ach, więc, teraz również ty to widzisz, brudny wieśniaku. Po raz pierwszy od śmierci Gryzeldy nie jestem z tym sam. Ale tego należało oczekiwać.
Jakub: Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio, co tu się…
Jan: Usłyszałem to za pierwszym razem, w plwocinach kundli kąpany nędzarzu!
Zaciąga się dymem z fajki.
Wymierza Jakubowi kopniaka.
Jakub przewraca się na podłogę.
Jan: Otóż, raz na dekadę ludy zza Styksu dopominają się ode mnie równowartości tego, co od nich uzyskałem na rzecz mojego przedsiębiorstwa. Naturalnie, nie składałem nigdzie podpisu, więc nie mają żadnych podstaw ku temu, ale…
Zaciąga się dymem z fajki.
Jan:...kto by próbował temu bezmózgiemu motłochowi tłumaczyć zawiłości prawa? Te świnie, solą w oku będące prawdziwym istotom ludzkim, takim jak ja, i owoc pokoleń gromadzenia i interpretowania ludzkiej wiedzy? Ha! Gdzie tam.
Jakub powoli wstaje z podłogi.
Jakub: Nie rozumiem, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio…
Jan: Ależ oczywiście, że nie, ty wszak przynależysz do niższego gatunku. Ale lepiej przyzwyczajaj się, jesteś młodszy ode mnie, jeszcze kilka takich sesji biznesowych przejdziesz.
Pomieszczenie zaczyna wypełniać się zielonym światłem.
Jakub: Któryś za nas cierpiał rany…
Jan: Zamilcz. Zaczyna się przyjmowanie interesantów.
Po pomieszczeniu zaczynają krążyć półprzezroczyste zjawy. Przypominają mocno uszkodzone trupy ludzkie. Każdemu z nich, bez wyjątku, pozbawiona zębów, skruszona żuchwa zwisa na fragmentach skóry na wysokości klatki piersiowej. Wiele spośród mar jest bezgłowych, a z ich czaszki pozostała li właśnie owa żuchwa.
Jakub wykonuje znak krzyża.
W reakcji na to, widma przeraźliwie syczą.
Jakub: Jak to… Przecież belzebuby powinny płonąć od znaku krzyża!
Jan: Jeżeli jeszcze nie zrozumiałeś… To my jesteśmy belzebubami, zaściankowy prostaku!
Jakub milknie.
Jan: Boża sprawiedliwość się o mnie dopomina. Ale ten Bóg nie jest tak wszechmogący, jak jego syn próbował obu gatunkom ludzi wmówić! Nie ma on żadnych szans… z moją sprawiedliwością!
Wszystkie dusze rzucają się kolejno na Jana, przeraźliwie wyjąc.
Jakub w panice skula się na podłodze.
Jan kwituje wszystko złowieszczym śmiechem.
Jakub wstaje, i widzi, że jego pan jest nietknięty.
Jakub: Ale… jak?
Jan: Nie cała wiedza, którą pawłowi chcą przed nami ukryć, pozostaje tajemna. To są, moja obdarta wszo, podstawy egzoezoteryki. Dopóki wszystkie te kmioty uwięzione są w postaci półmaterialnej, to są zdolne wyzwolić jedynie cząstkę swojej mocy. Nie potrafią w naszym świecie utrzymać niczego więcej, jak głowy. Gdyby miały zęby, to by użarły. Ale jestem przezorny.
Zaciąga się dymem z fajki.
Jakub: Jak to… cząstkę mocy?
Jan: Słyszałeś o pożarze miasta czterdzieści lat temu?
Jakub: Tak, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio…
Jan: Wtedy było ich trzech. A ja byłem jeszcze młody i niedoświadczony. Ilu ich spłonęło… Dobrze, że udało mi się w to wrobić lokalną piekarnię.
Zaciąga się dymem z fajki.
Jan: Od tamtej pory zawsze polewam miejsce pochówku krwią. To daje świadomość, a świadomość to istnienie. Ich jedyny problem to brak ciał. Cóż, wszystkich oprócz jednego rocznie… Dawcy krwi. Ale na to też mam sposób. Zaraz zresztą zobaczysz.
Powoli, w snopach niebieskiego światła, w pomieszczeniu materializuje się niska, czworonożna istota.
Jan: To jest jedyny większy problem. Ale, na dawcę zawsze wyznaczam niemowlę. Ono nic mi nie może zrobić. Mam twardsze gałki oczne, niż ono paznokcie, a o zębach nie ma mowy.
Jan zaczyna się śmiać, ale szybko przestaje.
Ze snopu światła zaczyna kroczyć w jego kierunku pies.
Jan: Jakub… Coś ty na łaskawość prawodawcy zrobił?!
Jakub: Wybacz, Jaśnie Wielmożny Panie Hrabio, ale nie mogłem. Oddałem dziecko rodzinie, a zabiłem ich psa.
Jan: Ty głupcze! Zabiję…
Pies rzuca się do gardła Jana. Hrabia po jednym ugryzieniu pada na ziemię. Jego ciało w szybkim tempie rozpuszcza się. Po trzech minutach pozostaje z niego tylko fajka.
Jakub podnosi ją i długo ogląda przedmiot dookoła.

Kurtyna.

Ach, limit znaków...
[Obrazek: 21jra8p.jpg]
Dobra, obiecałem flagę, to macie flagę:
[Obrazek: qEQDJnA.png]
Co to za flaga?
Tak zwanej Wielkiej Bialenii. Była w piątym numerze naszej nieobiektywnej, acz i tak lubianej pozycji prasowej.
Prośba Janusza Brakha zu Kartoflelekalty-Kuceła do Zbigniewa Stonogi (29 listopada 2015):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

"Artykuł" autorstwa Karola Medycejskiego (3 stycznia 2016):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Wizyta służb abachaskich na telefonie Karoliny von Lichtenstein (27 września 2016):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Oryginalny Maćkowy awatar autorstwa Konstantego Jerzego Michalskiego (2 sierpnia 2015):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Podpis Orjona Domestosigosa z Surmenii (skopiowany 12 grudnia 2015):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Mapa Metra w Bałdaraszu autorstwa Andrzeja Swarzewskiego (23 listopada 2014):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Mikroświat okiem Prezerwatywa Tradycji Radzieckiego (26 listopada 2016):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Order mówiący wszystko, autorstwa bodajże Alberta de Medici (27 lutego 2016):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Wizerunek typowego Bialeńczyka, autorstwa bodajże Feliksa Spirkina (28 czerwca 2015):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Inkwizycjaball autorstwa Jana von Maikowskiego (skopiowany 24 grudnia 2015):
[ATTACHMENT NOT FOUND]

Zasięg roszczeń Winków na Orientyce wedle Otto von Tellera (mapa skopiowana 5 października 2014):
[ATTACHMENT NOT FOUND]