"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga II
#1
Witam!

Ostatnimi czasy zakończyliśmy Księgę I naszej narodowej epopei, która narodziła się w wyniku intensywnych zapędów twórczych mnie i Andrzeja, których nie zatrzymał fakt ustanowienia rekordu, który miał początkowo osiągnąć ten wątek (najdłuższy wiersz w mikroświecie). Teraz czas zabrać się za pozostałych jedenaście. Tytuł dla tej Księgi proponuję ustalić, tak jak poprzednio, po jej napisaniu.

Naszych dzielnych bohaterów pozostawiliśmy przy następującym stanie wydarzeń: Khmerzy podbili cały kraj, rządzi okrutnie ich wódz Sary, który mści się za śmierć swojego ojca, Alfreda. W rządzeniu pomagają mu: bialeński rabin-zdrajca, morderca bezimiennego szlachcica (zdaje się ów renegat nazywał się Samphan?), generał Natan, dowódca Khmerskiej armii oraz bezimienny arystokrata, który robi to dla swojej ukochanej córki, porwanej przez Khmerów. Bialeńczycy zostali przetrzebieni przez "Khmerski mór" - rodzaj trucizny, która została użyta przeciwko nim jako broń, ale dosięgnęła też i część samych najeźdźców (w tym Alfreda). Przeciwko okupantowi uformowały się ugrupowania partyzanckie: grupa dowodzona przez starego pułkownika Sabina, który podąża za Natanem i chce otwartej walki z najeźdźcą, oraz grupa chłopów pod przewodnictwem cudzoziemca Melchizedka - który to przepędził ludzi Sabina tuż przed bitwą, którą chcieli stoczyć. Ci oto wieśniacy dzięki wstawiennictwu Bożemu zdobyli Khmerski zamek za morzem, skąd wzięli jedną Khmerkę, po czym ruszyli w dalszą morską tułaczkę i dotarli do bogatej ziemi, gdzie utworzyli nowe społeczeństwo, marzące jednak o odzyskaniu władzy w kraju ojców. Pojawiły się też wątki: Wojciecha, który swoją niewiarę w Mesjasza Melchizedka przypłacił utratą rodziny, co spowodowało, że ukorzył się i przyłączył do powstańców, Adam Janowicza, dziedzica Rosienia, biedaka, ale szlachcica walecznego na schwał i kapitana Khmerskiej armii, Arwulfa.

A zatem, kontynuujmy rozwój wydarzeń. Mam nadzieję, że nowy początek sprawi, że ktoś jeszcze przyłączy się do tworzenia wiekopomnego dzieła. Księga druga zaczyna się:

W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#2
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.
N.N
#3
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#4
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.
N.N
#5
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#6
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponur.
N.N
#7
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#8
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.
N.N
#9
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#10
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.
N.N
#11
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

Nota: Apostrof na końcu postawiłem celowo, to "y" ma być przedłużone (efekt załamania głosu z wściekłości).
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#12
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"
N.N
#13
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#14
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.
N.N
#15
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.

Na to Janowicz, do kmiotka tego, imieniem Mikołaj:
"Przecież smarku razem Khmerów chcemy wyrzucić za bulaj,
Tylko ci debile wolą grabić, niż kraj ratować!"
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#16
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.

Na to Janowicz, do kmiotka tego, imieniem Mikołaj:
"Przecież smarku razem Khmerów chcemy wyrzucić za bulaj,
Tylko ci debile wolą grabić, niż kraj ratować!"

Zaczynają się już obie strony ratować
Jednak nagle strzały powalają na ziemię wielu,
Szeregowego Mikołaja, co woła "Janie Chrzcicielu!"
N.N
#17
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.

Na to Janowicz, do kmiotka tego, imieniem Mikołaj:
"Przecież smarku razem Khmerów chcemy wyrzucić za bulaj,
Tylko ci debile wolą grabić, niż kraj ratować!"

Zaczynają się już obie strony ratować
Jednak nagle strzały powalają na ziemię wielu,
Szeregowego Mikołaja, co woła "Janie Chrzcicielu!"

Janowicz też kulą dostaje,
Jednak umknąć mu się udaje,
Razem z co trzecim kompanem,
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#18
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.

Na to Janowicz, do kmiotka tego, imieniem Mikołaj:
"Przecież smarku razem Khmerów chcemy wyrzucić za bulaj,
Tylko ci debile wolą grabić, niż kraj ratować!"

Zaczynają się już obie strony ratować
Jednak nagle strzały powalają na ziemię wielu,
Szeregowego Mikołaja, co woła "Janie Chrzcicielu!"

Janowicz też kulą dostaje,
Jednak umknąć mu się udaje,
Razem z co trzecim kompanem,

Nad wodę trafiają nad ranem.
Wiedzą, że wojna to nic nie przyniesie,
Jedynie w śmierci naród rozniesie.
N.N
#19
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.

Na to Janowicz, do kmiotka tego, imieniem Mikołaj:
"Przecież smarku razem Khmerów chcemy wyrzucić za bulaj,
Tylko ci debile wolą grabić, niż kraj ratować!"

Zaczynają się już obie strony ratować
Jednak nagle strzały powalają na ziemię wielu,
Szeregowego Mikołaja, co woła "Janie Chrzcicielu!"

Janowicz też kulą dostaje,
Jednak umknąć mu się udaje,
Razem z co trzecim kompanem,

Nad wodę trafiają nad ranem.
Wiedzą, że wojna to nic nie przyniesie,
Jedynie w śmierci naród rozniesie.

Janowicz rzecze: "Wiem, że nie wygramy,
Ale choć czasu uzyskać się postaramy,
Na odsiecz skądś, tylu nas już przecie poległo,
mgr net. dr pczk. Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Najbardziej Umiłowany Dyrektor Generalny Policji Krajowej, Poseł, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Wiceprezes Bialeńskiego Związku Sportowego, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Księstwie Sarmacji, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Graficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Quasi-dzierżońca 283 folwarków, Zasłużony dla Stowarzyszenia, Święty Zielonego Kościoła, Według Boczka Raper, Kropidło Bialeńskiej Biurokracji, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Przeciętny Wulkanizator, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016, Wicemister Bialenii 2018.
#20
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Janowicz na to: "Śmierć tym psom!".
I rusza w wojnę o zachowanie kultury,
dziedzictwa i świętości- idzie walczyć żołnierz ponury.

Za nim szlacheckie masy idą,
Choć przewagę wroga widzą,
Zaś nad wsią Sabin czuwać zostaje.

Ostatnie pieniądze swe wydaje,
Kupuje sługów, konie i pożywienie,
Ledwie starcza na uzbrojenie.

A Janowicz z bracią swą pędzi,
Mijają Królisko, nie wiedząc co się święci,
Pędzą poprzez gruzy stolicy,

Grasują tam już tylko szabrownicy.
Chcą uratować przed barbarzyńcami,
Zabytki ze złotem, srebrem, ołtarzami.

Jednak Janowicz grzmi:
"Ważniejsza Kaya, czy zbytek materialny'?"
Na to jego szlachecka brać:

"Czy Ty nie rozumiesz, kurwa Twoja mać,
Że las nie zachowa dziedzictwa narodowego,
I nie uratuje narodu naszego?"

Janowicz na to głośno wrzeszczy:
"Jeszcze słowo, a Wasze żebra zatrzeszczą!
Jakieś złote pierdoły więcej niby warte niż święte miejsce?!"

Pyta szeregowy, który mało znaczy, czy nie mądrzejsze
Byłoby działania razem, zbudowanie dużej siły,
I sprawienie, by wrogi z bólu się wiły.

Na to Janowicz, do kmiotka tego, imieniem Mikołaj:
"Przecież smarku razem Khmerów chcemy wyrzucić za bulaj,
Tylko ci debile wolą grabić, niż kraj ratować!"

Zaczynają się już obie strony ratować
Jednak nagle strzały powalają na ziemię wielu,
Szeregowego Mikołaja, co woła "Janie Chrzcicielu!"

Janowicz też kulą dostaje,
Jednak umknąć mu się udaje,
Razem z co trzecim kompanem,

Nad wodę trafiają nad ranem.
Wiedzą, że wojna to nic nie przyniesie,
Jedynie w śmierci naród rozniesie.

Janowicz rzecze: "Wiem, że nie wygramy,
Ale choć czasu uzyskać się postaramy,
Na odsiecz skądś, tylu nas już przecie poległo,

Reszty wiele w kraje ościenne zbiegło."
Lecz oni budować statków nie chcieli,
Przybrali rolę khmerskich okrętów złodziei.
N.N




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości