"Wizytacja" z palmowych wysp...
#1
Sastre, nie bez problemów, stanął w końcu przed obliczem pałacu, gdzie rezydowali prezydenci Republiki Bialeńskiej. Następnie udał się do jego wnętrza by raz jeszcze pogratulować seńorowi de Medici triumfalnego zwycięstwa w wyborach.
- Panie Prezydencie, witam raz jeszcze bardzo miło i serdecznie. Chciałem raz jeszcze złożyć gratulacje. Prezydentura to czas miły i leniwy, sam wiem o tym bardzo dobrze, pod warunkiem, że ma się wprawionego asystenta. Ekhmm.. tyle z części oficjalnej, gdyż jak już pewnie gdzieś zauważono nie słynę z długich wystąpień. Interesują mnie konkrety i tego się trzymajmy.
Po tym krótkim "przekazie" Sastre zaczął się rozglądać za kimś kto go oprowadzi lub doradzi gdzie się udać by rozmowa mogła nabrać charakter bardziej prywatny, swobodny. Wink

#2
Książę Prezydent odpoczywał ciężko pracował na rzecz polepszenia warunków życia obywateli w swojej kancelarii, gdy spostrzegł, że w kierunku pałacu zmierza, przypominający szewca, Palmowiec. Gdy zorientował się wreszcie, że u drzwi pałacu czeka El Presidente Republiki Palmowej wysłał panią Jadzię, by zechciała przyprowadzić szanownego gościa do prywatnych apartamentów.

Miło mi gościć seńora w Bialenii. Prezydentura to czas wytężonej pracy, ku wspólnemu dobru całej społeczności, to czas poświęceń i wyrzeczeń, dlatego serdecznie dziękuję za złożone życzenia. Tymczasem zapraszam na obiad, podczas którego będziemy mogli poruszyć interesujące nas tematy.

I zwracając się do pani Jadzi, Książę Prezydent rzekł:

Jadziu, niech Jadzia nas zostawi i każe przynieść trochę Boeuf Bourguignon i buteleczkę Burbona z mojej piwniczki.
(—) Alberto Carlos de Médici y Zep
#3
- Uuuu, mięsko. Chętnie, chętnie. Burbonem również nie pogardzę. Świetne zestawienie Seńor Presidente.
Jak się miewa "pan tych włości"?
- Sastre zapytał po czym rozejrzawszy się co nieco po pomieszczeniu mówił dalej. - Włości, całkiem niemałych. Widzę, że ozdób, stylowych mebli i sztukaterii niczym w "złotym pociągu". Naprawdę robi wrażenie, no ale kto bogatemu zabroni? - Uśmiechnął się szczerze.
- Przybywam do was, jak zapowiadałem waszemu ambasadorowi, seńorowi Kamińskiemu, by nasze narody mogły się poznać jeszcze lepiej, może pokusimy się o małą, bądź nawet niemałą współpracę. Czas pokaże. Tymczasem, pozwoli seńor, że sobie usiądę - jak powiedział, tak zrobił. Usiadł na całkiem wygodnym i zdobionym krześle. - Zmęczyłem się nieco tą podróżą. Wszędzie macie daleko z tego pałacu. - Ponownie zażartował.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości