Kultura i społeczeństwo > Kawiarnia Artystyczna "Kulturalna"

"O przypadkach dzielnych praszczurów..." - Księga II

(1/17) > >>

Maciej Kamiński:
Witam!

Ostatnimi czasy zakończyliśmy Księgę I naszej narodowej epopei, która narodziła się w wyniku intensywnych zapędów twórczych mnie i Andrzeja, których nie zatrzymał fakt ustanowienia rekordu, który miał początkowo osiągnąć ten wątek (najdłuższy wiersz w mikroświecie). Teraz czas zabrać się za pozostałych jedenaście. Tytuł dla tej Księgi proponuję ustalić, tak jak poprzednio, po jej napisaniu.

Naszych dzielnych bohaterów pozostawiliśmy przy następującym stanie wydarzeń: Khmerzy podbili cały kraj, rządzi okrutnie ich wódz Sary, który mści się za śmierć swojego ojca, Alfreda. W rządzeniu pomagają mu: bialeński rabin-zdrajca, morderca bezimiennego szlachcica (zdaje się ów renegat nazywał się Samphan?), generał Natan, dowódca Khmerskiej armii oraz bezimienny arystokrata, który robi to dla swojej ukochanej córki, porwanej przez Khmerów. Bialeńczycy zostali przetrzebieni przez "Khmerski mór" - rodzaj trucizny, która została użyta przeciwko nim jako broń, ale dosięgnęła też i część samych najeźdźców (w tym Alfreda). Przeciwko okupantowi uformowały się ugrupowania partyzanckie: grupa dowodzona przez starego pułkownika Sabina, który podąża za Natanem i chce otwartej walki z najeźdźcą, oraz grupa chłopów pod przewodnictwem cudzoziemca Melchizedka - który to przepędził ludzi Sabina tuż przed bitwą, którą chcieli stoczyć. Ci oto wieśniacy dzięki wstawiennictwu Bożemu zdobyli Khmerski zamek za morzem, skąd wzięli jedną Khmerkę, po czym ruszyli w dalszą morską tułaczkę i dotarli do bogatej ziemi, gdzie utworzyli nowe społeczeństwo, marzące jednak o odzyskaniu władzy w kraju ojców. Pojawiły się też wątki: Wojciecha, który swoją niewiarę w Mesjasza Melchizedka przypłacił utratą rodziny, co spowodowało, że ukorzył się i przyłączył do powstańców, Adam Janowicza, dziedzica Rosienia, biedaka, ale szlachcica walecznego na schwał i kapitana Khmerskiej armii, Arwulfa.

A zatem, kontynuujmy rozwój wydarzeń. Mam nadzieję, że nowy początek sprawi, że ktoś jeszcze przyłączy się do tworzenia wiekopomnego dzieła. Księga druga zaczyna się:

W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

AndrzejSwarzewski:
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

Maciej Kamiński:
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

AndrzejSwarzewski:
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Maciej Kamiński:
W starej Bialenii, gdy chłopi się na obczyźnie bogacili,
Sabin i Janowicz i inni szlachcice dzielnie walczyli,
Z bezlitosnym kupieckim okupantem, w bitwach wielu,

W międzyczasie zanurzali się w soku z chmielu.
Walczyli, choć śmierć im była pisana,
Nie taka była droga wyznaczona przez Pana.

I już Arwulf ze swym wojskiem kupieckim,
Wychodzi naprzeciw mężom bialeńskim,
Dudnią bębny, huczą trąby, rozbrzmiewają hymny,

W Rosieniu widać alarm dymny.
Lecz wszyscy zginą, już o tym wiedzą,
Nie wiedzą czemu za morzem nie siedzą.

Wtem do wsi Janowicza wpada goniec:
"Khmerzy zbeszcześcili Kai święty zagoniec,
I resztę tego miejsca zniszczyć chcą!"

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Idź do wersji pełnej