Podział administracyjny > Kniaźstwo Haller

Bunty antyfeudalne

(1/1)

Alberto de Medici:
Jest piękna bialeńska jesień. Kolorowe liście spadają z drzew, mieszkańcy lenna powoli wracają, po ciężkim dniu pracy, do domu, gdzie z pysznym posiłkiem czekają na nich żony. Do wsi Conti wesoło powracają chłopi, przepracowawszy cały dzień w miejscowych sadach brzoskwiniowych. W podobny sposób swe winnice opuszczają mieszkańcy Strozze. Do swych chat, wracają także rybacy, którzy sprzedali większą część złowionych ryb na rynku w Carbonie. Margrabia von Haller, wróciwszy ze swojej biblioteki, szykuje się do posiłku w swej ulubionej rezydencji - Okopach Świętej Trójcy. Arystokrata rozmyśla o przygotowaniach do Święta Przekazania , czyli realizacji postfeudalnej daniny zwanej "pięćdziesięciną brzoskwiniową", już wkrótce w spichlerzach zamkowych pojawią się setki skrzyń z prześwietnymi markizami, z których kuchmistrzowie przygotują wytrawne postawy dla margrabiego i mieszkańców lenna. Wbrew pozorom nie są to bynajmniej najistotniejsze wydarzenia tego wieczora. W jeden ze stodół w wiosce Conti trwa zebranie kilkunastu chłopów-wywrotwców oraz członków tajnej organizacji - "Radykalnych Independystów". Czemu poświęcone jest spotkanie? Tematem "obrad" ma być manifestacja, która może - w opinii spiskowców - przerodzić się w rewoltę, skierowana przeciwko "feudałom", którzy wyzyskują okoliczne chłopstwo. Wedle informacji, które uzyskała tajna, nieformalna policja von Hallera - Rada Stanu, protesty mają się odbyć dokładnie za tydzień - 14 listopada.

Alberto de Medici:
Wbrew kalkulacjom Rady Stanu, bunty radykalnego chłopstwa nie odbyły się w listopadzie. Sytuacja była nad wyraz prozaiczna, czołowi podżegacze spożyli wyjątkowo dużą ilość alkoholu, co uniemożliwiło organizację protestów następnego dnia. Tymczasem wraz z nadejściem kolejnych dni, piękna bialeńska jesień, poczęła zmieniać się w srogą bialeńską zimę. Większość chłopów musiała szukać schronienia w ocieplanych budynkach dziedzica, by przetrwać skrajne, panujące na zewnątrz, warunki. Lody zaczęły topnieć wraz z nadejściem lutego, a pod koniec miesiąca chłopi zdecydowali się przenieść do swoich chat. Radykalna zmiana warunków bytowania - z luksusowych apartamentów arystokraty do chamskich baraków - wpłynęła negatywnie na nastroje społeczne. Po raz kolejny chłopstwo zaczęło się radykalizować. Tym razem pretekstem do buntu miało być rzekome "sobiepaństwo" dziedzica i jego życie w przepychu i ponad stan. Chłopi, widząc warunki, w jakich żyje arystokrata, zapragnęli zdobyć szybko to, na co pracowały pokolenia dziedziców Okopów Świętej Trójcy. "Radykalni Independyści" znów spotkali się w słynnej stodole w Conti. Tym razem chłopstwo od razu ruszyło na rezydencję von Hallera. Tymczasem dziedzic, po długiej chorobie, spokojnie siedział w swojej biblioteczce, czytając "Summe theologiae" Akwinaty i popijając z kieliszka burbona. W samym pałacu w Okopach Świętej Trójcy rezydowało kilkunastu służących oraz kilku prywatnych gwardzistów lorda von Hallera. Jednocześnie do murów rezydencji zmierzała grupa kilkuset, uzbrojonych w widły, kosy i pochodnie, niezadowolonych włościan.

Maciej Kamiński:
Jakby gospodarz sobie tego zażyczył, Policja może odciąć drogi wyjścia z lenna.

Alberto de Medici:
Spokojnie, Okopy Świętej Trójcy wytrzymały już nie jedno oblężenie. Garstka chłopów z pochodniami nie może równać się z tradycją i potęgą drzemiącą w tych starych, konserwatywnych murach. Zresztą w Okopach Świętej Trójcy pamiętamy jeszcze, jak się korzysta ze starych pukawek a i szable nie służą tylko do ozdoby ścian. Sami popędzimy nachalną gawiedź.

Alberto de Medici:
Oblężenie trwało już któryś tydzień. W pałacu powoli zaczęło brakować żywności, obrońcy musieli zjeść większość koni, spiżarnie od kilku dni były już puste. Jedynym, czego nikomu nie brakowało, było wino - piwnice księcia Medycejskiego były pełne najznamienitszych butelek burbona. Podburzone chłopstwo zdążyło już zrabować wszystkie okoliczne wsie, części mieszkańców udało się zbiec za mury Okopów świętej Trójcy, lecz wielu zginęło od kos czy wideł, a także zawisło na okolicznych drzewach. Wydaje się jednak, że był to jedyny sukces, jakie odnieśli buntownicy. Do tej pory nie udało im się zdobyć grubych murów zamku, wszystkie szturmy kończyły się krwawą jatką. Służba książęca, uzbrojona w stare strzelby myśliwskie, których pełno było po całej rezydencji, odpowiadała zmasowanym ogniem na wszelkie próby sformowania twierdzy pałacowej. Zbuntowani chłopi, dostrzegając bezcelowość dalszych szturmów postanowili, że wezmą "ten kurnik" głodem. Przeto wokół Okopów Świętej Trójcy powstał rozległy obóz pełen wszelkich bezeceństw. Chłop porzuciwszy wiarę rotryjską, poczęli oddawać pokłon abstrakcyjnemu Człowiekowi i spersonifikowanemu Rozumowi. Po obozowisku plątali się starozakonni, skupujący krew małych dzieci, by produkować z niej macę.Ulubioną zabawą buntowników było strzelanie do podobizn miejscowych arystokratów (jednakże szybko jej zabroniono, by oszczędzać kule, więc chłopi rzucali kamieniami do portretów miejscowych notabli). Oczywiście te wszystkie bezeceństwa nie mogłyby się odbywać bez alkoholu, których - zwyczajem Jahołdów - początkowo produkowano z prochu, by później używać do tego ziemniaków i brzoskwiń z okolicznych wiosek. Tymczasem w pałacu-twierdzy panował ład i dyscyplina, sam książę Medeycejski osobiście dogląd redystrybucji dóbr, w obawie przed nadmiernym pijaństwem wprowadził racje na wino. Obrońcy, którzy nie pełnili służby na murach, zostali zakwaterowani w reprezentacyjnych komnatach pałacowych. Kobiety i niezdolni do pełnienia służby starcy (pochodzący z okolicznych wiosek) zostali wysłani do kuchni, gdzie przygotowywali skromne posiłki. Sam książę większość czasu spędzał na murach pośród prostych żołnierzy, dzieląc z nimi trudy i znoje służby. Zwyczajem starożytnych wodzów osobiście dowodził obroną przed wszelkimi szturmami. W te dni stara szpada rodowa była cała umoczona w plugawej chłopskiej krwi. Wolne chwile spędzał, ucząc grupkę osieroconych dzieci (zbiegłych ze zlikwidowanych wiosek), czytania i pisania, a także zaznajamiając je z myślą Tomaszową. Oblężenie trwało nadal i nie zapowiadało się na to, że szybko się skończy.


Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

Idź do wersji pełnej